Home / KOBIETA I MĘŻCZYZNA / BABA / JAK CUDNIE BYĆ MAMĄ! WSPOMNIENIA Z PORODÓW ;-)

JAK CUDNIE BYĆ MAMĄ! WSPOMNIENIA Z PORODÓW ;-)

jak cudnie być mamą

A dzisiaj stwierdziłam, że sobie zaszaleje i powspominam… a co?! No właśnie czemu akurat to, czemu porody? A bo to chyba mocne akcenty, które przeżyłam… , będzie to pamiątka również dla nich, moich dzieci, życzenia dziś dostałam już od nich z rana…Uwielbiam być mamą! I wszystkim kobietom polecam ten stan… to więcej niż można sobie wymarzyć, żadna miłość do faceta nie jest wstanie tego przebić!

 Mina Wetp jak cudnie być mamą

 

Jest to też dzień, w którym odbyła się moja pierwsza wystawa, rocznica również powstania mojego bloga minawetp2, odniesienie do wspomnień z wystawy znajduje się pod linkiem

http://minawetp2.bloog.pl/id,331177447,title,NOWO-TWORY-czesc-I,index.html

 

Uzupełnienie wpisu….

Godzina 7:35 12 lipiec …..ALEKSANDRA. Grupa krwi AB – Rh +, taka sama jak moja i jej taty.

Czas trwania pierwszego okresu 6 godzin 20 minut, drugi okres- poród 15 minut, pęknięcie pęcherza płodowego w czasie porodu.

Całą noc przed, walczyłam z bólami, dziecko było olbrzymie, a ja drobniutka, dość sporo przytyłam w ciąży, mój mąż mówił na mnie wtedy ciężarówka.

Zawiózł mnie wieczorem do szpitala i tak w zasadzie od 22 drugiej musiałam chodzić po korytarzu w bólach, dodatkowo podłączyli mi kroplówkę na przyśpieszenie tych bóli, aby mogło zrobić się większe rozwarcie. Gdy weszliśmy do szpitala, akurat z korytarza dobiegał odgłos darcia się jakiejś kobiety, która rodziła, jaki to był wrzask, Boże! Gdy to usłyszałam, od razu do niego powiedziałam, zabierz mnie stąd, zabierz, ja nie chce tu zostać! Był bezsilny i zmieszany, sam był przerażony i powiedział wtedy: „A gdzie ja Cię zabiorę? Musisz tu być, musisz tu zostać”. Byłam zdruzgotana! Facet, którego kochałam nad życie, ojciec mojego dziecka nie mógł mi pomóc, nie mógł mnie ochronić, nie mógł mnie stamtąd zabrać!

Gdy tylko spisali moje dane, wzięli mnie na różne zabiegi przygotowujące już do pierwszego etapu, mąż wtedy powiedział: To ja już idę… , no bo po co był potrzebny? Chyba sam sobie wtedy nie radził i chyba nie chciał patrzeć na to wszystko i słuchać tych wrzasków! Śmieję się teraz z tego i gdy opowiadam o tym, to zawsze mówię, że mój mąż po prostu zwiał z tego szpitala mówiąc, że musi jechać do pracy.  W zasadzie sama go puściłam, zawsze byłam przygotowana na to, że muszę sobie sama radzić w trudnych sytuacjach, wiedziałam, że on mi chyba raczej za dużo nie pomoże a skoro chce już jechać, to niech jedzie, po co ma mnie oglądać w takim stanie. Dziś, gdy o tym myślę trochę inaczej i gdy słyszę od innych kobiet, jak ich faceci są przy porodach, jak pomagają mentalnie, jak trzymają za rękę, to trochę mi żal tego… żal, że tego nie doświadczyłam… ale nie każdy facet nadaje się na takie wydarzenie.

Czyścili mnie, tak abym w czasie porodu, przy parciu nie zrobiła czegoś więcej… to mogła być normalna czynność, oczywista przy takiej sile.

Chodziłam z kroplówką całą noc, nie można mi było nawet na chwile usiąść, później trochę skakałam na piłce, nad ranem byłam już wyczerpana, cała noc nie przespana, w bólach, aż w końcu doszło do porodu, szybko wzięli mnie na salę, nie miałam żadnego znieczulenia, zresztą nawet bym nie chciała, siły natury zawsze były dla mnie priorytetem, uważałam, że tak musi być, tak kobieta została stworzona do przejścia i tego, więc to się da, byłam bardzo silna zawsze i taka chciałam pozostać również w tym dniu. Gdy lekarze zobaczyli, że dziecko jest bardzo duże, nie mieli już czasu na przenoszenie mnie na salę operacyjną, ale słyszałam jak ktoś powiedział, że nie dam rady dziecka urodzić, jestem za drobna a dziecko jest zbyt duże… Pocięli mnie tam bardzo mocno, musieli, rozwarcie nie było wystarczające… Ostatkiem sił, udało mi się urodzić wielkie dziecko, ale zaraz po porodzie, jak tylko pokazali mi je, dotknęłam małej rączki i zasnęłam, nie miałam siły już na nic. Dowiedziałam się później, że moja córeczka miała krwiaka na głowie, spowodowanego wyjmowaniem podczas porodu, miała naderwany bark i wykręconą lewą nóżkę w inną stronę, tak trochę jak u żabki. Olcia ważyła 4350 g,  i mierzyła 60 cm długości, miała 34 cm obwodu głowy i 34 cm obwodu klatki piersiowej. Była olbrzymia, powiedziano mi, że urodziłam od razu trzy miesięczne dziecko.

Byliśmy przerażeni tą nogą, ale lekarze zapewniali, że będzie wszystko dobrze, że ona się naprostuje, tylko trzeba ją teraz mocno zawijać, aby przylegała nieruchomo do ciała i była wyprostowana, musiałam też robić ćwiczenia tą nóżką, wykręcać w jedną stronę i w drugą, aby nie odkształcić za mocno.

Gdy po 2 godzinach snu przynieśli mi ją do pokoju, a pokój miałam sama, był to Szpital Kolejowy, w którym każda kobieta była sama w pokoju, warunki pod tym względem super, zauważyłam, że te moje dziecko, ta moja mała dziewczynka jest jakaś dziwna, miała czarną gęstą czuprynę na głowie, oczy skośne, nos murzyński taki szeroki i była żółta. Byłam przerażona co na to powie mój mąż, co na to powiedzą teście, nie uwierzą mi, że ojcem jej jest on….Bałam się wtedy bardzo, bo nie mogłam zrozumieć, dlaczego ona tak wygląda….?

Po porodzie jeszcze mnie od razu zszywali, to rozcięcie, bo o tym nie wspomniałam, a to dość istotne dla tych kobiet, które nigdy nie rodziły. Czy to boli? Nie… nie boli,  dlatego że sam poród jest tak mocny i powoduje taki ból, że takie zszywanie jest niczym w porównaniu z tym.

Ola dostała 9/10 punktów w skali Apgar, ze względu na zabarwienie żółte skóry- (żółtaczka poporodowa- bardzo częsta przy noworodkach) oraz tę wykrzywioną nóżkę.

Jako dziecko była taka troszkę pucowata, lubiła zjeść, zresztą moja karmienie piersią odbywało się cały dzień prawie :-), Bo possała troszkę i mi przy piersi zasypiała, a później znów ssała…. :-).

Gdy poszła do szkoły to szybko się wyciągnęła do góry i była szczupła.

Jako dziecko małe, była bardzo spokojna, cicha i wstydliwa, dziś jest na odwrót. :-) To piękna dziewczyna o dużych oczach, wysoka.

Na samym początku miałam duże problemy z karmieniem, moja córka nie umiała złapać piersi, sutka, nawet dorobiłam się ropniaka na piersi przez złe ściąganie pokarmu, ale nie poddałam się wtedy, nie zniechęciłam i karmiłam dalej, ropniaka mi rozcięli, ropa zeszła i dalej karmiłam ją, tak do 8 miesiąca, później niestety zaszłam w drugą ciążę i musiałam zakończyć karmienie jej, ze względu na rozwój kolejnego dzidziusia w moim brzuchu. Bardzo ubolewałam nad tym, bo to cudowny, przepiękny okres w życiu kobiety, laktacja jest czymś niesamowity, może o tym napiszę, poświęcę zupełnie inny wpis.

 

Jak można określić i zobrazować poród, aby facet mógł troszkę chociaż go poczuć?

Opisze go krótko tutaj, bo to bezcenne informacje.

To tak, jak wkładał by Ci ktoś do nosa coś dużego, coś co nie zmieści się ale go na siłę wkłada i włoży, to tak jak by ktoś wkładał Ci do ucha coś dużego i wbrew Twoim prośbą, aby nie robić tego, bo Cię to boli, robił to nadal i wpychał, to coś takiego jakby wkładał by Ci ktoś coś ostrego, pieczącego do oka na żywca!

Jedna tylko jest różnica… Przy porodzie wiesz, że dzięki temu, dzięki tak wielkiemu bólowi, i pokaleczonemu ciału wyjdzie na świat nowe życie, dziecko, Twoje własne, Twoja krew, Twoje geny.

 

Jeszcze co do imienia mojego pierwszego upragnionego, wyczekanego dziecka, Oleńka… podobało mi się to imię bardzo z serialu polskiego pt. Labirynt, ale gdy się urodziła, w końcu zamiast Oleńki była Olusia, tak jakoś na nią mówiłam, Oleńka do nie nie pasowało, absolutnie. Dostała na chrzcie Aleksandra, piękne imię idealnie pasowało do nazwiska.

Acha … jeszcze jeden szczegół, jadałam wtedy przez cała ciążę bardzo dużo bananów, sprawdzone….. dzięki temu dziecko rodzi się duże… :-).

 

Godzina 5:45 19 grudnia ….. JOANNA. Grupa krwi B – Rh +

Czas trwania pierwszego okresu 5 godzin 35 minut, drugi okres- poród 10 minut, pęknięcie pęcherza płodowego 1 godzinę przed porodem. Ilość punktów 10/10 w skali Apgar.

Ten sam szpital, te same sale, oddzielne dla każdej z przyszłych mam, dodatkowo w tym właśnie okresie wszystkim noworodkom po porodzie zakładali złotą bransoletkę na rączkę.

Tu zbyt dużo nie pamiętam, różnica była półtora roku od poprzedniego porodu, rocznikowo rok.

Przyjechaliśmy do szpitala tez nocą, tez dzień przed, tez tak jak poprzednio zostałam od razu sama, aby to przejść i wydać na świat drugą córkę, jakże troszkę byliśmy zawiedzeni, ze to nie chłopiec… tak widocznie miało być, nie pisane nam było mieć drugiego syna.

Te same procedury oprócz jednego zdarzenia, na dzień dobry w szpitalu miałam badanie ginekologiczne gdzie robiła je obrzydliwa baba, zarośnięta jak facet i była brutalna, badała mnie tak jakby chciała mi dać w kość, za to, że jestem kobietą i będę rodzić może zaraz. Szarpała mnie i wpychała tam przyrządy jakieś, to bolało!

 

Asia urodziła się nad ranem, też w wielkich bólach, też naturalnie, bez znieczuleń, tez mnie pocięli, aby ją wyjąć, bo też była duża ważyła 4150 g,  długość ciała 60 cm ale mówiono, że chyba nawet więcej, że ciężko ją zmierzyć., jadła tez banany pod koniec ciąży w dużej ilości, aby dziecko miało większą masę urodzeniową. Nie wiem czemu ale chciałam, aby moje dzieci rodziły się duże, silne.

Była łysa, blada bardzo, miała piękne brwi, zarys, kształt, położne mówiły, ze będzie miała w przyszłości piękne rysy twarzy, bo ten kształt brew nadawał jej charakteru, bardzo długo była łysa, bo i włoski miała słabe, jasne, do 1,5 roku miała niewielki zarost na głowie, ale Oczy duże, usta śliczne większe i pieprzyk na policzku, który podkreślał jej charakter, wszędzie jej było pełno. Dziś jest spokojna, grzeczna, urodziła się ze znamieniem na nodze, koło kolana, jej tato ma takie na plecach.

Urodziła się jak się później okazało z silną alergią na mleko, karmiłam ją piersią bardzo długo do 1,5 roku. Acha jej pieprzyk z twarzy zginął, po kilku latach, szkoda bo był uroczy….

Uwaga! To ważne proszę nie jeść cytrusów w okresie ciąży! Ja jadła w tej mandarynki kilogramami i wiem, że to przez nie ona była i jest nadal alergiczką.

 

 

Godzina 9:45 , 15 luty, dzień po Dniu Zakochanych – Walentynki ….. SZYMON. Grupa krwi B – Rh +

Czas trwania pierwszego okresu 8 godzin 35 minut, drugi okres- poród 10 minut, pęknięcie pęcherza płodowego 11 godzin 45 minut przed porodem. Ilość punktów 8/10 w skali Apgar, ze względu na bakterie, zapalenie spowodowane tym, że byłam przeziębiona i syn przez wiele godzin znajdował się w brzuchu bez wód płodowych, ledwo go uratowali, urodził się bardzo siny, podali mu również tlen, bo poród trwał bardzo długo i to ze względu na moje przeziębienie, bo nie dość, że mnie 14 lutego nie przyjęli do szpitala , bo powiedzieli, ze jeszcze jest czas, mimo iż wspomniałam, ze wydaje mi się że płyn z pęcherza płodowego chyba wyleciał, to było takie uczucie jakbym mocz wydaliła, więc nie byłam pewna, ale to było niekontrolowane więc miałam podejrzenie, lali mnie, bo i miejsca chyba nie mieli więc pojechaliśmy do domu, niestety wróciliśmy do szpitala około godziny 23:00, miałam jeszcze nadzieję, że urodzi się w Dzień zakochanych ale nie, położyli mnie świniaki, po wędrówkach w wielkich bólach, bo inne są kiedy ten woreczek jest bez wód, znów z kroplówką samotnie po korytarzach, do ostatniej sali porodowej, a tam prawie w ogóle nie zaglądali, bo ja nie wydawałam z siebie odgłosów, bo miałam gardło chore i mnie nie było słychać, a oni po kolei salami sobie porody odbierali, taki sami rytm sobie obrali.

Był to szpital inny niż te poprzednie, ze względu na lekarz do której chodziłam, straszono mnie w trakcie ciąży, że dziecko może urodzić się z wodogłowiem, bo coś tam jedna komora w mózgu była mniejsza czy jakoś tak, dlatego wybraliśmy inny szpital niż przy dziewczynach i żałuję, bo było tam beznadziejnie. Szpital Miejski, sale z innymi matkami i ich dziećmi,m zupełnie inny komfort nich w Kolejowym, niebo a ziemia… Dziecko urodziło się zdrowe, miałam badanie głowy robione i wyszło wszystko ok, więc niepotrzebnie mnie straszono, w poradni zresztą, jak poszłam gdy to usłyszałam, uspokajano mnie, że na razie jest wszystko w normie, ze tak może być, bo dziecko ma jeszcze czas i te narządy mogą się różnic ale jedno drugie dogoni… Niestety strach o syna był ogromny, raz że to miał być syn, w końcu upragniony a dwa nie daj Boże z wadą, chory! Pamiętam jak nocą jeszcze przed porodem, patrzyłam na jego śliczne łóżeczko, pościelone w pomarańczową pościel i z baldachimem i tak się bałam… tak bardzo się bałam, jak on będzie wyglądał, byłam przerażona! Żyłam w strachu przez kolejne prawie 3 miesiące.

Przed porodem leżąc na swojej sali w której miałam mieć poród i tam byłam tez podłączona do aparatury kontrolującej skurcze, przyszła jakaś doktór, która była na tyle bezczelna, że na złość, celowo, specjalnie tak jakby wyżywając się, powiedziała do mnie a ja zaraz schodzę z dyżuru i idę do domu a tam mam moje wygodne łóżeczko, mięciutką podusię na której się położę i zasnę… Co za suka! Pomyślałam sobie wtedy, ale niestety musiałam leżeć tak na twardym łóżku bez poduszki, gdzie kręgosłup mi siadał i zwijałam się z bólu i było mi tak strasznie nie wygodnie! Całe szczęście ona zeszła z dyżury i poród przyjmował ktoś inny.

Pamiętam tylko jak ktoś przyszedł do mnie sprawdzić jak u mnie, a ja już byłam prawie blada i rodziłam sama, szybko wtedy zwołali wszystkich z tych sal porodowych i w końcu nareszcie zajęli się mną, podejrzewam, że winnam rodzić w pierwszej kolejności ale nikt tego nie wiedział, bo i nikt do mnie nie zaglądał, dlatego ważne jest naprawdę aby przy porodzie jednak był ktoś bliski z ta osobą, przez cały ten okres aż do narodzin, aby kontrolować sytuację, aby dbać o to aby nie zaszło jakieś zaniechanie, aby nie doszło do tragedii. Cud, że w ogóle urodziłam, cud, że miałam jeszcze siły, choć mi pomagano, bo byłam maksymalnie wyczerpana i dlatego tez dziecko było podduszone wielokrotnie.

Miało głowę zniekształconą jakąś taką wydłużoną, jak go wyjęli, jak spojrzałam na niego to pamiętam jak wielokrotnie się pytałam czy z nim wszystko w porządku, nie płakał od razu, wiem, ze coś tam przy nim robili, dość długo, albo może tylko mi się zdawało, ze długo? Nie pamiętam… Wiem jedno, przez lekarzy mój syn by przyszedł na świat martwy… całe szczęście, że urodził się w miarę silny i wyszedł z tego.

W szpitalu byliśmy dość długo, pamiętam jak płakałam, jak mi powiedziano, że jeszcze muszę tam zostać, bo miał naświetlanie, aby zniszczyć bakterie. Byliśmy tak prawie tydzień… zmieniali nam salę na gorszą, wilgotną, zimną…. Okropieństwo!

Jedna rzecz najfajniejsza z tego wszystkiego, która mnie spotkała i utrwaliła się mi w głowie to, to, jak wyjeżdżałam z porodówki w zakrwawionej koszuli w której rodziłam z synem przytulonym na piersi, już wtedy trzymałam go siedząc na wózku i karmiłam piersią. Bez problemu ją ciągnął, bez problemu leciał z niej pokarm i mógł ją dobrze trzymać w buzi.

Dziś jest to bardzo mądry chłopiec, ostatnio powiedział mi, mamo jak będziesz stara to ja zaopiekuję się Tobą. Wczoraj dostałam od niego serce na którym sam napisał: MAMO jesteś najlepsza na świecie!

Dziękuję Wam bardzo za prezenty i życzenia. Bardzo Was kocham!

Może kiedyś to przeczytacie…. :-)

Ps. W dniu pisania tego wpisu Ola ma prawie 16 lat, Asia 14,5 a Szymuś 7. :-)

Ola uwielbia zajmować się kosmetologią, potrafi sobie to co wymyśli uszyć i uwielbia kombinować z gotowaniem w kuchni, lepiej ode mnie smaży rybę. ;-). Ukończyła kurs 3 letni, gry na keyboardzie w wieku 6 lat., umiała wtedy grać obiema raczkami wiele utworów. Zdolna bestia, jako jedyna w szkole zdała bezbłędnie test na inteligencję. Jest buntownikiem z wyboru, ma zdolności przywódcze.

Asia uwielbia grać w siatkówkę, jest w klasie sportowej o tym profilu, bierze udział w wielu turniejach jest w tym coraz lepsza, po za tym pięknie śpiewa, tańczy i ma zdolności aktorskie, recytatorskie. To bardzo uczynne i miłe dziecko, choć jak to ona mówi, jest w wieku buntowniczym, bo nastolatki.

Szymek uczy się grać na keyboardzie, pływa i nurkuje już doskonale ( te wodne to akurat zdolności po tacie). Jest miłośnikiem astronomii i matematyki, brał udział w Ogólno-Przedszkolnym Konkursie Matematycznym zdobywając 16/17 punktów. Uczy się grać profesjonalnie w szachy i bardzo dobrze tańczy, bo codziennie ćwiczy intensywnie przy X-boxie,  wymyślił klocki, które dziadek mu zrobił… to przemiły, grzeczny, cudowny chłopiec! :-)

 

A NA RAZIE PÓKI CO,  TU MACIE COŚ W ZAMIAN BARDZO ZABAWNY WPIS INNEJ BLOGERKI, POLECAM :

PORÓD OPIS- NAĆPANA OKSYCYNĄ!

 

 

Pozdrawiam

Mina Wetp

Skocz do artykułów z kategorii: Pamiętnik

 

 

10 comments

  1. Jesteś cudowna mamą, zazdroszczę im Ciebie

  2. Witam po długiej przerwie.Zbieram się do kupy,choć jeszcze muszę się położyć na dwa dni na ostatnie badanie :)Przeczytałam Twoje wspomnienie z zaciekawieniem,bo widziałam ten obraz z drugiej strony,nie trudno mi było sobie to wyobrazić :)Trochę jestem zdziwiona,że nie określili wymiarów miednicy małej, wielkości płodu i stosunku główki do wchodu,specjaliści…Naświetlania zwykle się wykonuje przy przedłużającej się żółtaczce..Wkradł się błąd- oxytocyna,nie oksycyna. ..Na szczęście dzieci zdrowe,a rodzice szczęśliwi,mama dumna i o to chodzi.To największy skarb,który daje energię i radość,promyk słońca każdego dnia,a kiedy na dodatek ujawnia jakieś talenty,to nasze serca rosną.To prawda,że nie wolno jeść cytrusów i to z wielu powodów.A co do bananów,to ja ich nie jadłam,a moja córa miała wagę 4150g.Na szczęście dla mnie zdecydowano zakończyć poród cięciem cesarskim:) Mina jesteś wspaniałą matką,widać i czuć to w każdym słowie.Pozdrawiam Cię serdecznie.

    • :-) Ewuniu cieszę się, że już powracasz… dużo zdrowia Ci życzę… miałaś z tym…. tym ,… tym…. styczność w pracy? :-) nie zazdroszczę :-)to chyba ciężka praca a jaka odpowiedzialna. Wzruszyłam się Twoim komentarzem, bo to miłe co napisałaś… naprawdę to widać? :-) pozdrawiam

      • Tak ,praca jak każda,jeśli wykonuje się ją z pasją,lubi się to co się robi,to nie myśli się w kategorii ciężka,czy lekka.Jeśli natomiast pracuje się z obowiązku,bo się musi pracować,to ciężki kawałek chleba.Ja kochałam swoją pracę..:))
        Pozdrawiam Cię Mina serdecznie.Trochę się martwię,bo złapałam wirusa,a za tydzień muszę być zdrowa.Zapraszam Cię do polubienia mojej strony na fejsie.:))

  3. Czekam więc, jestem bardzo ciekawa tych wspomnień.

    • Cieszę się dziewczyny, że zawsze tu jesteście… mimo, iż ja troszkę zaniedbuje blogi…. bo jestem teraz w bardzo trudnej sytuacji życiowej… obiecuję, że to się zmieni, jak tylko do końca ułożę swoje życie…. bardzo Wam dziękuję za te wasze komentarze…. są dla mnie istotne…. pozdrawiam, i już nie długo biorę się za opisywanie tych ciekawych wydarzeń :-)

    • Aviolu a jeszcze jedno, czy Ty masz dobrze w Disqusie wstawiony adres bloga, bo nie mogę wejść na Twój… sprawdź adres ten https:// mi się nie podoba…. http:// winno być

  4. Pozdrawiam Mino i czekam na Twoje wspomnienia. :) http://z-prowincji.blog.onet.pl/

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>