Home / PIEPRZYKI ;-) / PIEPRZ bo pikantne / V i VI ODCINEK KSIĄŻKI CHRIS TIAN WOO Z BULWERSUJĄCYMI RYSUNKAMI JACKA NAWROTA

V i VI ODCINEK KSIĄŻKI CHRIS TIAN WOO Z BULWERSUJĄCYMI RYSUNKAMI JACKA NAWROTA

po drugiej stronie lustraPrzepraszam… mała zmiana a raczej duża… ze zmęczenia o 1 w nocy wkleiłam nie ten co trzeba rozdział, więc już się poprawiam… wybaczcie. Za to dam dwa. Kolejne odcinki: 5 i 6,  przerażającej książki Chris Tian Woo z bulwersującymi rysunkami Jacka Nawrota, jako sobotnie kino nocne. W prawdzie jest już niedziela, godzina 00:50 jest dość odpowiednią na takowe lektury, modyfikacja 09:09. Za każdym razem informuję, iż jest to tekst tylko i wyłącznie dla osób które ukończyły 18 lat czyli osób dorosłych. Ten dość skomplikowany gatunek czyli Horror z wątkami erotycznymi i trochę komediowymi, tworzy się od pewnego czasu, jak widać po numerze odcinka, powstającej od prawie dwóch miesięcy, książki.

 

5.

5 odcinek

Miłośnicy zwierząt

Trzy tygodnie po śmierci Amelii, Mike’a w sklepie odwiedził burmistrz Frank. Z nowym zleceniem. Od wysoko postawionej szychy z Baltimore.

– Cześć Mike – rzucił w progu sklepu Frank

– Witaj burmistrzu – Mike uśmiechnął się.

Tym razem stał za ladą. Mięso i zamówienia od klientów przygotował sobie wcześniej.

– Słyszałeś o Russach i tej ich małej dziewczynce? – spytał Frank

– Nie, a co z nimi? – udał głupiego Kramer

– Gdzieś zniknęli. Cała trójka. Nikt nie wie, co się z nimi stało. Dziwna historia. Jak rozumiem nie masz z tym nic wspólnego?

– Ja? – udał zdziwienie Mike – Skąd Frank. Przecież mnie znasz.

– Znam – przytaknął Frank – I wiem, że wykonujesz swoją sztukę. Ale dziewczynki ani Russów tu nie widzę, więc pewnie nie dostałeś od nich żadnego zlecenia.

– Oczywiście, że nie – skłamał Kramer – Co cię do mnie sprowadza? Bo rozumiem, że wciąż jesteś na diecie?

– Ta kobieta czyli moja żona mnie zabije. Ogranicza mi jedzenie mięsa. Odkąd wyniki badań u doktora Nowitzkiego wykazały zagrożenie zawałem, jem samo jakieś sałatkowe gówno. A tak mi się marzy goloneczka w piwie… Jak jeszcze raz da mi do jedzenia marchewki, brokuły, sałatę czy inne gówno to jej skręcę kark!

– To byłoby morderstwo – rzekł dobitnie Mike – Frank, wiesz, że Charlene chce tylko twojego dobra.

– Przez to jej dobro, tylko szybciej się przekręcę – mruknął pod nosem burmistrz – No, ale ja nie o tym. Mam dla ciebie zlecenie, Mike. Od ważnej szyszki. Senatora Rushforda z Baltimore.

– Senatora Rushforda? – Kramer zdziwił się – A cóż on może ode mnie chcieć?

– Jak wiesz, senator Rushford jest powszechnie znanym zwierzolubem. W szczególności upatrzył sobie koty. W domu ma ich chyba z dziesięć. Bez szczotki do ubrań do niego nie wchodź.

– Raczej nie zamierzam odwiedzać senatora Rushforda, tym bardziej że mieszka w Baltimore. No, ale co z tym zamówieniem?

– Już ci mówię. Senatorowi marzą się takie hybrydy: kot z psem, kot z chomikiem i kot ze szczurem. Pyski mają być kocie, dalej już możesz pokombinować i połączyć je jak chcesz. Tu masz pięćdziesiąt tysięcy a drugie tyle senator dostarczy w dniu odbioru zwierzaków. Bo odbierze je osobiście. Dziś mamy piątek… Wyrobisz się z tym do poniedziałku?

– To będzie oznaczało pracowity weekend, ale senatorowi nie wypada odmawiać. Zwłaszcza, gdy tak dobrze płaci – Kramer uśmiechnął się.

Frank podał mu dłoń, pożegnał się i wyszedł. W sobotę rano, Mike zaczął szukać bezpańskich zwierzaków. Nadal unikał schroniska Davy’ego Strachana. Szybko w bocznej alejce wyłapał kota, a później uśpił chloroformem kundla, wałęsającego się nieopodal. Pierwszą parę już miał.

Godzinę później miał w worku trzy koty, a w furgonetce leżał uśpiony pies. Mike zawiózł zwierzaki do piwnicy w rzeźni i pozamykał w specjalnie przygotowanych wcześniej klatkach. Potem odwiedził sklep Marthy Irons, która sprzedawała wszelkie zwierzęce akcesoria. I same zwierzaki również. Franka zdziwiło, gdy nieopodal wejścia natknął się na wielki pysk pytona. W ogromnym terrarium leżało żółte monstrum i równie żółtymi ślepiami łypało na Kramera. Zmroziło go to, więc szybko przesunął się do lady, gdzie stała Martha.

– Cześć Martho – przywitał się Mike

– Mike! Kopę lat! – krzyknęła Martha, wyskoczyła zza lady i objęła Kramera mocno. Miała obfite kształty i jeszcze bardziej obfity biust, ale ciało gorące. Kiedyś ją i Mike’a łączył ognisty romans, z dziesięć lat temu, była wtedy ledwie po trzydziestce, a on wchodził pomału w wiek średni. Kiedy tylko wypuściła go z objęć, Mike powiedział czego potrzebuje.

– Chomika dostaniesz, mam kilka odmian. Na szczura nie licz. Nikt ich nie chce kupować, wszyscy się brzydzą.

– Brzydzą się szczurami, ale nie brzydzą się tym żółtym paskudztwem, które trzymasz w terrarium?

– Mówisz o Guido? On jest piękny! – żachnęła się Martha – I delikatny, krzywdy by nawet dziecku nie zrobił. Nie ma zębów jadowych, a udusić też nikogo nie zdoła. Jak miał trzy lata jakiś potwór przejechał go terenówką w dżungli amazońskiej. Ledwo go odratowali Animalsi. A później przysłano go w specjalnym transporcie do mnie. Dałam mu imię po moim zmarłym bracie. Był blondynem i pewnie stąd sentyment.

– Ok, Martho, muszę lecieć. Miło było cię spotkać i pogadać. Dostałem zamówienie, więc muszę złapać tego szczura.

– Mike, jak chcesz, możemy wieczorem pojechać do Parku Lindberga. Dużo tam biega tego paskudztwa. Weźmiemy latarki i pokażę ci, gdzie szukać.

– To świetny pomysł. W takim razie przyjadę po ciebie wieczorem, a na razie zabieram się za robotę z tym co mam. Trzymaj się!

Pocałował Marthę w policzek i wyszedł. Kiedy tylko dojechał do rzeźni, zabrał się do roboty. Pousypiał koty, a psa i chomika zabił, gdyż nie były mu potrzebne. Następnie przeprowadził dwie z trzech operacji. Poprzecinał specjalną piłką koty w pół i nicią chirurgiczną pozszywał ich tułowia z dolnymi partiami najpierw psa, a w drugiej wersji chomika.

Mniej więcej godzinę po zabiegu oba koty, obudziły się i miauknęły. Poruszały także dosztukowanymi łapami. Trochę nieporadnie, ale zawsze. Mike nie był chirurgiem z wykształcenia, ale wiedział jak ważne jest połączenie odpowiednich tkanek, by narządy ruchowe u zwierzaków funkcjonowały normalnie. Zadowolony z efektu włożył kotopsa i kotochomika do klatek. Trzeci kot, jeszcze w pełnej postaci, spał w trzeciej klatce i czekał na nieuchronność losu.

Wieczorem ubrał ciepłą kurtkę, bo noce były już chłodne, wsiadł do furgonu i pojechał po Marthę. Zabrał też latarkę, łom, noże i wszelakie akcesoria do obrony przed tymi małymi kurestwami. Z reguły uciekają, ale zapędzone w kozi róg bywają niebezpieczne.

Mike do dziś pamiętał spotkanie ze szczurem, gdy w wieku lat dwudziestu, razem z kumplami upili się i nocowali w starej piwnicy w Looktown. Kiedy się obudził skacowany wpatrywały się w niego pomarańczowe ślepia. Chciał sięgnąć ręką po nóż, który leżał niedaleko, a który Mike zostawił na podłodze w pijackim widzie. Nie zdążył. Szczur zaatakował i wpił kły w dłoń. A potem uciekł. Mike wrzasnął i pobudził wszystkich kumpli. Gdy tylko się ogarnęli zawieźli go do szpitala w St. Thomas. Ręka zdążyła już spuchnąć jak balon. Na szczęście szczur nie miał wścieklizny. Rękę opatrzono, zdezynfekowano ranę, zabandażowano i odesłano go do domu. Ale jeszcze przez ponad tydzień nie mógł nią dobrze poruszać.

Kiedy dotarł pod dom Marthy, która mieszkała niedaleko rzeźni, zapukał do drzwi. Martha była już ubrana i gotowa do drogi. Wzięła też latarkę i dodatkowe akcesoria do polowania na szczura. Wsiedli do furgonetki i pojechali do Parku Lindberga.

Szli właśnie obok wielkiego marmurowego głazu, symbolu tego parku, gdy Martha złapała go za rękę. W pierwszej chwili pomyślał, że coś się stało. Nagle Martha pchnęła go na głaz, rozerwała guziki kurtki, rozchyliła bluzkę i jego oczom ukazał się jej obfity biust. Przycisnęła go do głazu swoim wielkim udem, ujęła jego dłoń i wsadziła sobie w majtki.

– Wypieprz mnie Mike! Bardzo tego potrzebuje, tu i teraz!

Mike’owi, który zawsze miał do niej słabość, nie musiała tego powtarzać dwa razy. Martha ułożyła się na wilgotnej po deszczu trawie a Kramer zaczął walkę z paskiem u spodni. W końcu udało mu się je opuścić, zdjął majtki i oczom Marthy ukazał się jego wielki, naprężony członek.

– Tak, Mike! – westchnęła Martha – Włóż mi swojego wielkiego kutasa, szybko!

Pociągnęła go na siebie. Wylądował na niej jak na poduszce powietrznej. Była taka miękka i ciepła w dotyku. Postanowił się z nią podroczyć. Polizał jej oba wielkie sutki, a potem zszedł niżej i zaczął pieścić językiem jej ciepłą cipkę. Martha prawie już wyła z rozkoszy, a on także nie mógł już wytrzymać. Wszedł w nią szybko i głęboko. Ruchał ją niemal brutalnie, ale jej się to zawsze podobało. Jemu zresztą też, gdy oboje krzyknęli w momencie orgazmu, Mike zdyszany wtulił się w kark Marthy. Potem delikatnie ugryzł ją w szyję.

To wyzwoliło w niej nowe żądze. Takiej fali erotyzmu nie zaznano w najlepszych pornusach. Zaczęła szybko i dziko ujeżdżać Mike’a. Nawet nie wiedział, kiedy go przetoczyła pod siebie. Potem on brał ją dziko od tyłu. Na koniec zrobiła mu loda. Kiedy pół godziny później leżeli zdyszani na wilgotnym podłożu, wtulili się w siebie i zasnęli.

Mike’a obudził niezwykły ziąb. Zaczynało świtać. Obudził Marthę i wyruszyli na poszukiwanie gryzonia. We wskazanym przez Marthę miejscu był cały tabun szczurów. Był to zaułek, nieopodal kanału. Z taką watahą nie mieliby szans, więc okrążali ostrożnie kanał, by wyłapać jednego, nieostrożnego, który odłączyłby się od grupy.

Czaili się około piętnastu minut, aż w końcu trafił im się Jasio Wędrowniczek. Mike natychmiast zdzielił go łomem w łeb i zwierzak padł. Ogromne cielsko szczura zapakował do worka i oddalili się z Marthą do furgonetki. Najpierw podrzucił ją do domu.

– Dzięki za super bzykanko, rzeźniku! Musimy to kiedyś powtórzyć – pocałowała go namiętnie w usta. Pachniała świeżą rosą i fiołkami. To były chyba jej perfumy.

– Koniecznie – odparł Mike.

Odwzajemnił pocałunek, pożegnał się i odjechał. W końcu czekała go robota. Przespał się kilka godzin. Nocne igraszki z Marthą, trochę nadwątliły jego siły, a mięsień piwny, ta śmieszna oponka na brzuchu, też mu życia nie ułatwiał. Wiele razy obiecywał sobie, że się odchudzi. I mimo, że jak na rzeźnika nie był bardzo spasiony, to przy wzroście metr siedemdziesiąt pięć, jego dziewięćdziesiąt kilo wagi wyraźnie mu przeszkadzało.

Kiedy tylko się obudził poszedł do piwnicy. Martwy szczur leżał w worku. I strasznie śmierdział. Ale to nic. Rzeźnik był przyzwyczajony do takich zapachów. Uśpił ostatniego kota, wyjął szczura z worka i rozpoczął ostatnią operację. Kotoszczura. Kiedy skończył czekał półtorej godziny na wybudzenie zwierzaka. Już się zaczął zastanawiać, czy aby nie przesadził z dawką środka usypiającego, gdy nagle kociak miauknął. A w zasadzie jego hybryda ze szczurem. Nawet poruszył szczurzym ogonem i tylnimi szczurzymi łapami. Mike uśmiechnął się i schował zwierzaka do ostatniej klatki.

Nazajutrz popołudniu w sklepie rzeźnika, zjawili się burmistrz Frank Dermont i senator z Baltimore, zleceniodawca projektu Marcus Rushford. Senator był pod wrażeniem hybryd. Zadowolony po kolei przytulał wszystkie zwierzaki. Następnie włożył je do klatek, a jego ochroniarze czekający na zewnątrz schowali je do środka długiej limuzyny.

– Dziękuję, panie Kramer – senator podał rękę Mike’owi – Piękna robota.

– Cała przyjemność po mojej stronie, panie senatorze.

– Napracował się pan. Tu jest dodatkowe, obiecane wcześniej pięćdziesiąt tysięcy. Ale jeśli wycenia pan swoją pracę na więcej proszę powiedzieć. Cena nie gra dla mnie roli. Wykonał pan piękne hybrydy.

– Pięćdziesiąt tysięcy jest w sam raz, panie senatorze. A miałem w tym zleceniu wiele przyjemności – pomyślał o gorącym seksie z Marthą na leśnym poszyciu i uśmiechnął się. Niemal ponownie mu stanął.

Senator Rushford podszedł do burmistrza i wyciągnął dłoń.

– Burmistrzu – rzekł z uśmiechem

– Senatorze – odparł Frank z uśmiechem jeszcze szerszym

Objęli się jak dwaj od dawna znający się kompani. Mike nie wiedział bowiem, że senator Rushford jest gejem i dawno temu razem z burmistrzem Dermontem mieli erotyczny epizod w łaźni fińskiej w domu senatora w Baltimore. Oczywiście burmistrz Frank nie przyznałby się do tego. Podobnie jak do seksu ze zwierzętami. Ale to już inna historia.

Senator pożegnał Mike’a i Franka i wyszedł do czekającej na niego świty. Wsiadł do limuzyny, a ochroniarz siedzący za kierownicą zaczął zawracać w kierunku Baltimore. Mike i Frank wyszli przed sklep i pomachali Rushfordowi na pożegnanie.

– Spotkałem Marthę Irons, wczoraj wieczorem, gdy zamykała swój sklep. Mówiła, że się widzieliście. I że to było przyjemne spotkanie.

– Owszem. Przelotnie.

Mike uśmiechnął się do Franka, a ten do niego. Wiedział. Ten stary skurczysyn wiedział! Martha by mu nie powiedziała, ale pewnie wszystkiego się domyślił. W końcu znał się z nią też od dawna. Ironsowie mieszkali niedaleko Dermontów. Można powiedzieć, że wspólnie się wychowywali, mimo iż Martha była od nich jakieś piętnaście lat młodsza.

– Słuchaj, może zamknąłbyś sklep wcześniej i poszlibyśmy się napić? Taki sukces trzeba opić.

– Słusznie, tylko się przebiorę.

Mike zrzucił fartuch, tym razem śnieżnobiały i nieuwalany krwią. Założył go specjalnie na przyjazd senatora. Włożył kurtkę, zamknął sklep i poszli z Frankiem do knajpy Beefa na rogu. Beef był ich kumplem z klasy, mało rozgarnięty, ale do pracy za barem nadawał się jak najbardziej. Nikt nie miał takiego wyczucia w mieszaniu trunków co on.

– Cześć chłopaki! – krzyknął swoim tubalnym głosem Beef – Co podać?

– Dwa piwa, Beef – odparł Frank – mogą być Guinessy.

– Już się robi, szefie! – odparł Beef i nalał im dwa kufle ciemnego trunku.

Usiedli przy stoliku w rogu sali. Mike zwrócił się do przyjaciela:

– Dostałem za to zlecenie sto tysięcy. Podejrzewam, że ty się obłowiłeś bardziej. Ile ci zapłacił Rushford? Tylko nie kręć – ostrzegł Franka

– Drugie tyle – odparł burmistrz patrząc w oczy rzeźnikowi.

– Dwieście tysięcy! – podniósł kufel do góry, Frank uniósł swój i stuknęli się w powietrzu – Czyli łącznie obrobiliśmy senatora na trzysta tysięcy.

– Dla niego to grosze, na swoich przekrętach wyciąga miliony.

Rozmawiali jeszcze długo, a z knajpy wyszli dobrze po północy zataczając się. Beef zamówił Frankowi taksówkę. Mike mieszkał nad rzeźnią, więc do domu dotoczył się sam. Padł na łóżko i zasnął.

Tymczasem Martha Irons oddawała się igraszkom, z jej przyjacielem pytonem. Uwielbiała Mike’a, ale nic nie pieści cipki lepiej niż rozpłaszczony język gada. Gdy krzyknęła na całe gardło:

– Och! Guido! – jej sąsiadka schizofreniczka Liza Scofield odkrzyknęła w odpowiedzi przez ścianę:

– Zamknij się, kurwo! Guido nie żyje! Daj spać, bo wezwę policję!

Lecz niedopieszczona Martha ani myślała skończyć igraszek z pytonem. Wśliznął się on na nią i językiem pieścił jej usta, a potem ześliznął się do sutków. Lizał je. Martha objęła węża i wtedy stała się rzecz niezwykła.

Wąż zmienił się w diabła. Brutalnie wszedł w Marthę i ostro ruchał. Martha była podniecona, lecz gdy wyczuła ciało, rogi, oddech demona, chciała go zrzucić. Nie mogła. Splótł jej nogami swe cielsko i zaruchał ją na śmierć.

Kiedy w końcu sąsiadka, Liza Scofield, poczuła okropny smród wydobywający się z jej domu i znalazła jej ciało po tygodniu, Martha leżała niewinnie w łóżku, z zamkniętymi oczami i w białej koszuli nocnej. Ustalenia policji w sprawie jej śmierci nie były do końca jasne. Jedna teoria głosiła, że odeszła spokojnie we śnie. Druga, że miała zawał. Z kolei inna, że ktoś ukradł jej ukochanego węża, a jej samej zaaplikował mocny środek usypiający. Tyle, że w jej organizmie nic nie wykryto.

Na pogrzeb Marthy Irons przyszło niemal całe miasteczko. Była powszechnie lubiana i szanowana. Był rzeźnik Mike, burmistrz Frank i nawiedzona Lisa. Beef z karczmy na rogu i Sidney Polanski, rozwożący drewno.

A w czeluściach piekielnych diabeł oglądał jej pogrzeb na monitorze, uśmiechnął się i puścił do Mike’a Kramera oko. W tym samym momencie rzeźnik poczuł jakby mu ktoś dał klapsa w tyłek. Odwrócił się i zaczął rozglądać. Frank by tego nie zrobił, Lisa też nie. A tylko oni stali obok niego. Mimo, że patrzył uważnie, nie zobaczył nikogo. Usłyszał jedynie w głowie demoniczny śmiech.

6.

Pułapka

Pewna kobieta została śmiertelnym wrogiem Mike’a Kramera. Pewna kobieta stała się jego przekleństwem. Pewna młoda kobieta. Do jej personaliów jeszcze dojdziemy. Nowy rzeźnik. Nowy artysta. Konkurencja.

W Chance Valley i okolicach zaczęli masowo ginąć ludzie. Policja albo nie mogła schwytać zbrodniarza albo nie chciała. Wkrótce zaczęli hurtowo ginąć w Paradise Chicken, a podejrzenie padło na Mike’a.

W pewien wrześniowy poranek odwiedzili go burmistrz Frank Dermont i sierżant policji Garvey Stuart. Rozległ się brzęk dzwonka w sklepie. Mike wyjrzał z drugiego pomieszczenia. Właśnie oporządzał świnie w rzeźni i był cały uwalony krwią i mięsem.

– Cześć Mike – rzucił Frank – musimy pogadać.

– Poczekajcie chwilę, tylko się umyje.

Zdjął brudny fartuch, umył ręce i twarz i wyszedł do gości.

– Witaj, Garv. A co ciebie do mnie sprowadza?

– Musimy pogadać Mike – powtórzył za burmistrzem – W Paradise Chicken zaczynają masowo ginąć ludzie. Chcę wiedzieć czy masz z tym coś wspólnego?

– Garv, wiesz że wykonuję czasem różne zlecenia. Na tym polega moja sztuka.

– Wiem Mike. Sęk w tym, że w ostatnim czasie w Chance Valley, Looktown i okolicach, a teraz także tu w Paradise zginęło czterdzieści osób.

– Czterdzieści? W jakim czasie?

– W ciągu roku – odparł Garvey – zginęli różną śmiercią. Wszystkie ciała znaleziono. Niektóre były wypatroszone, inne wkomponowane w obrazy, rzeźby, drzewa. Dlatego podejrzewamy, że miałeś z tym coś wspólnego. Jedną z ofiar była siostra senatora Rushforda z Baltimore. Teraz już wiesz dlaczego zajmuje się tą sprawą.

– Tak, ale to nie moja sprawka. Nie skrzywdziłbym siostry senatora, miałem okazję go poznać. Był tutaj kiedyś z Frankiem, złożył zamówienie i był bardzo zadowolony.

– Wiem o tym. Frank mi mówił. Tylko, że jeśli to nie ty, to kto? – podał mu zdjęcia – Ten ktoś, działa bardzo podobnie do ciebie. Może to jakiś twój uczeń? Praktykant?

– Garv, ja nie mam praktykantów. Nikogo nie przyuczam. Nie wszyscy rozumieją moją sztukę. Wolę, więc nie ryzykować.

Mike oglądał zdjęcia. Na jednych ludzie leżeli na ziemi i mieli porozrywane bebechy. Na innych była z kolei kobieta przybita do krzyża, a z cipki wyłaniał jej się mały wąż. Na jeszcze innym leżał mężczyzna z odciętą głową, a w buzi miał łeb kurczaka. Kramer oddał zdjęcia sierżantowi.

– To nie moja robota, Garv. Ja wykonuję swoją sztukę bardziej subtelnie. Tutaj jest maksimum brutalizacji, ale zero sztuki.

– Musimy znaleźć tego popaprańca, bo inaczej rozniesie nam miasto. Już to praktycznie zrobił z Chance Valley i Looktown – rzekł podenerwowany Garvey.

– Znajdziemy go Garv, spokojnie – rzekł Frank i poklepał sierżanta po ramieniu – No nic, Mike, skoro to nie ty, to musimy gdzie indziej poszukać tego błazna.

– Jeśli w jakikolwiek sposób będę mógł pomóc, daj mi znać Frank. Ty też Garv – zwrócił się do obu mężczyzn.

– Dzięki Mike – Garvey uścisnął mu dłoń na pożegnanie i za chwilę obaj z burmistrzem wyszli.

Mike usiadł i zaczął się zastanawiać jak schwytać mordercę. Wtedy rozległ się brzęk telefonu.

– Halo? – rzekł do słuchawki Mike

– Chcesz zobaczyć prawdziwą sztukę? – spytał cicho kobiecy głos

– Kim jesteś? – wrzasnął do słuchawki

– Przyjdź na rynek o północy. Pokaże ci prawdziwą sztukę.

Nim zdążył coś jeszcze powiedzieć, kobieta rozłączyła się. Mike natychmiast zadzwonił do Franka i Garveya i poinformował o tajemniczym telefonie. Garvey ściągnął posiłki z Chance Valley, Looktown i Scudetto. O północy dwudziestu policjantów, burmistrz Frank i Mike przyszli na rynek, który mieścił się nieopodal ratusza. Nic nie widzieli. Rozglądali się uważnie.

Nagle jeden z policjantów krzyknął. Pokazał na wieżyczkę kościoła. Na szpicy na samej górze wisiało ciało. Ogromne cielsko. Wyglądało znajomo.

– Ja pierdolę! To chyba Beef! Ściągnijcie go! Szybko! – rzucił w kierunku policjantów.

Wezwano straż pożarną. Przybyli sanitariusze z miejscowego szpitala. Wezwano koronera. Specjalnymi wydłużanymi drabinkami zastępy Paula Smitha dotarły na górę i ściągnęły nieboszczyka. Faktycznie był to Beef z knajpy na rogu. Na jego widok niektórzy policjanci i strażacy zaczęli wymiotować.

– O mój Boże! – krzyknął Frank, gdy zobaczył ciało kumpla

Beef Robinson miał wetkniętego w usta końskiego penisa. Na szyi pręgi od sznura na którym został powieszony na wieżyczce kościoła.

– Ktokolwiek to jest, zapłaci mi za to – wycedził przez zęby Mike.

– Mike… – Frank podszedł do przyjaciela i położył mu dłoń na ramieniu, ale Kramer wyrwał się i odszedł wściekły w kierunku rzeźni.

Pogrzeb Beefa odbył się w poniedziałek, trzy dni po jego śmierci. Była jego żona Linda, dzieciaki Maurice i Susannah, stetryczały ojciec Douglas. Byli też przyjaciele: Frank, Mike i Garvey. Była też Irina Maksimowa, Ukrainka z burdelu Madame Butterfly. Najlepszy kąsek wśród stajni Mamy Conchity. Ona też była kolejną ofiarą Nowego Rzeźnika, jak nazywali oprawcę policjanci.

Irinę Maksimową, znalazł w swoim gabinecie w ratuszu Frank. Wrócił ze spotkania w mieście i otworzył drzwi biura. Kiedy jego oczom ukazał się trup Iriny, krzyknął. Zbiegli się wszyscy ludzie z ratusza. Ktoś dzwonił po policję, kto inny po karetkę. Niektóre kobiety krzyczały i uciekały w popłochu.

Irina siedziała naga na krześle Franka z rozkrzyżowanymi nogami. W otwartych ustach miała skorpiona, a z cipki wylewały jej się karaluchy. Pod klatką piersiową miała przybitą gwoździem kartkę z informacją dla rzeźnika. „Wypierdol mnie, Mike”.

Kiedy Frank przekazał te smutne wieści Mike’owi ten wpadł w szał. Irina była jego dobrą znajomą i faktycznie kilka razy dała mu dupy, ale mimo różnicy wieku ponad trzydziestoletniej, zaprzyjaźnił się z nią. A teraz druga z bliskich mu osób nie żyła. Złapanie Nowego Rzeźnika stało się dla Kramera obsesją.

Kilka dni po pogrzebie Iriny do rzeźni znów zadzwoniła tajemnicza kobieta.

– Cześć Mike. Jak ci się podoba moja sztuka? – spytała cicho, lecz dosadnie.

Mike wpadł we wściekłość, słysząc głos tej kobiety w telefonie.

– Kim, ty kurwa jesteś?! Dlaczego zabijasz moich znajomych?! – wykrzyczał do telefonu.

– Ty zabiłeś moją matkę i ja o to afery nie robię. A zabijanie twoich znajomych robi się nudne. Myślę, że nadszedł czas, aby spotkać się twarzą w twarz. Tylko ty i ja. Żadnych glin, żadnych przyjaciół. Bo zabiję ich wszystkich i kolekcja niepotrzebnych trupów się powiększy.

– Gdzie? – rzucił do słuchawki Mike

– Nad wiślaną mierzeją, pod mostami, niedaleko starych bunkrów. O północy. Znasz to miejsce, Mike?

– Nie nabijaj się ze mnie. Każdy kto wychował się w Paradise Chicken zna to miejsce. Będę.

– Bye, przystojniaku – rzuciła do słuchawki niczym kotka, a potem rozłączyła się.

Mike przygotował się do spotkania. Poukrywał w kurtce trzy noże. Zabrał ze sobą też starego kolta. W samochodzie miał łom i tasaki, gdyby były mu potrzebne. Tuż przed północą podjechał w pobliże bunkrów. Zaparkował wóz i wyłączył silnik.

Szedł ścieżką, gdy nagle runął w dół. Ktoś zastawił na niego pułapkę. Spadł do jakiejś dziury. Zaczął gramolić się na nogi i wtedy usłyszał huk i poczuł w boku przeszywający ból. Dotknął ręką rany. Obficie krwawiła. Ktoś do niego strzelał.

W górze otworu pojawiła się kobieta. Miała atletyczną sylwetkę. Mike nie widział jej twarzy. Było ciemno.

– Witaj rzeźniku!

Kobieta oświetliła latarką swoją twarz. Mike nie znał jej. Była młoda, na oko mogła mieć dwadzieścia pięć lat.

– Nie próbuj sięgać po broń – ostrzegła go – Wiem, że masz poukrywaną. Sama bym nie przyszła nieuzbrojona na spotkanie. Co zresztą już poczułeś.

– Kim jesteś? – wycharczał Mike. Rana coraz bardziej krwawiła.

– Moje nazwisko jest nieistotne. Liczy się to, że ty za chwilę umrzesz, a ja zostanę jedynym rzeźnikiem w okolicy. A moje dzieła będą wielkie – to mówiąc wymierzyła lufę magnum w Kramera.

– Jesteś chora, a nie wielka – wysyczał z wściekłością Mike

– I kto to mówi? Pan artysta, co dla sztuki zabija niewinnych ludzi i zwierzęta. Jesteśmy podobni Mike. Z tą różnicą, że ja jestem lepsza. A rzeźnik może być tylko jeden. Rozległ się huk. Mike zamknął oczy.

Kiedy je otworzył ze zdziwieniem zobaczył, że to nie on oberwał. Z góry otworu widział tylko stopę kobiety. Musiała dostać. Ktoś do niej strzelał. Ale kto? Garvey?

– Mike! – usłyszał wołanie burmistrza – Mike, przyjacielu, gdzie jesteś, do cholery! Ciemno tu jak w dupie!

– Tu jestem – krzyknął słabo Mike – W dole, obok tej dziwki co ją zastrzeliłeś. Postrzeliła mnie.

– Trzymaj się Mike – Frank dotarł do otworu – Za chwilę cię stąd wyciągnę.

Burmistrz Frank schował broń i opuścił się do otworu. Objął Mike’a ramieniem i poprowadził do ceglanego stopnia, którym zszedł. Kramer z pomocą przyjaciela wydostał się na powierzchnię.

W oddali słychać było syreny. Mike stracił przytomność i upadł. Nie wiedział co się stało później. Jak również nie rozumiał tego jakim cudem w szpitalu w łóżku obok znalazł się Frank. Kiedy spytał o to przyjaciela, ten opowiedział mu co się zdarzyło dalej, gdy stracił przytomność.

Otóż, kobieta, którą rzekomo zastrzelił, wcale martwa nie była. Udawała tylko. Widocznie czekała, aż wydostanie Mike’a z otworu by zabić ich obu. W momencie, gdy Mike zemdlał, a Frank odwrócił się by go cucić, ta podła dziwka zerwała się na nogi. Frank zdążył się tylko odwrócić, ale kobieta była szybka jak strzała. Wymierzyła mu kopniaka w twarz, a w pierś wetknęła nóż. Na szczęście nie trafiła w serce. I dobrze, że nie zdążyła przekręcić, bo też już by nie żył. Prawdopodobnie spłoszyli ją ludzie Garveya. A sam Garvey znalazł ich rannych i nieprzytomnych.

Na drodze, ani w miejscu, gdzie leżała, ani którędy uciekła nie znaleziono śladów krwi. Garvey podejrzewał, że miała kamizelkę kuloodporną. Frank twierdził, że trafił ją na wysokości klatki piersiowej, ale było ciemno i mógł jej nie trafić w ogóle, a tylko mu się wydawało. Przynajmniej tak twierdzi Garvey.

– Ta podła suka omal nie wykończyła nas obu – odezwał się do przyjaciela Mike – Dzięki, że tam byłeś i mnie uratowałeś. A w ogóle jak się tam znalazłeś?

– Garvey prosił, żebym cię śledził. Podejrzewał, że skoro ta kobieta zadzwoniła raz, to zadzwoni ponownie. Założyliśmy ci podsłuch na telefon i czekaliśmy na kontakt. Tak, wiem to podłe, ale obaj z Garveyem się martwiliśmy, że zaszlachtuje jeszcze kilka osób, w tym ciebie.

– Nie zaszlachtuje – odezwał się w drzwiach Garvey, który nagle się tam pojawił – A w każdym razie nie w naszym miasteczku. Zawarliśmy z nią układ.

– Garv! – Mike poruszył się by przywitać się z przyjacielem i jęknął próbując zmienić ułożenie ciała – Jaki układ? – wysyczał z bólu.

– Pielęgniarka prosiła, żebyś się nie kręcił. Rana postrzałowa goi się ładnie, ale nałożyli ci dziesięć szwów i straciłeś sporo krwi. Układ jest taki, że ma zakaz zbliżania się do Paradise Chicken i Looktown.

– Układ? – wysyczał Mike – Powinniście ją aresztować!

– Nie możemy – westchnął ze smutkiem Mike – Ma poparcie u wszystkich senatorów, poza Rushfordem oczywiście. I samego prezydenta.

– To kim ona, kurwa, jest? – włączył się do dyskusji Frank

– Jest córką Briana Vance’a. Tego samego, którego żonę Cecylię, Mike zamordował by zrobić obraz z jej głowy w szkle. Zamówienie pochodziło wtedy od samego prezydenta. Mike nie miał wyboru. A córka Briana, to Emily. Emily Vance.

– Chcesz mi powiedzieć, że w najbliższej okolicy będzie dwóch rzeźników, Garv? – spytał Mike – To o jednego za dużo. Ona morduje bezmyślnie. To nie ma nic wspólnego ze sztuką! – krzyknął oburzony Kramer

– Wiem, Mike – odparł Garv – ale nic nie możemy zrobić. Mamy związane ręce, a panna Vance ma specjalny immunitet. Prezydent zamówił już u niej kilka obrazów. Spokojnie, ze zwierząt. Pomyślał, że może w ten sposób się uspokoi i przestanie bezmyślnie uszczuplać populację w naszych miasteczkach.

– Czyli w Chance Valley jej to nie obowiązuje? – spytał Kramer – A więc jak tylko wyzdrowieje, mogę tam pojechać i się z nią rozliczyć!

– Przykro mi, stary, ale zakaz obowiązuje w obie strony. Tak jak panna Vance nie może pokazywać się w Paradise, tak samo ty masz zakaz zbliżania się do Chance. Podobnie jak Frank zresztą. To rozkaz od prezydenta.

– Co?! – krzyknęli jednocześnie Mike i Frank.

– Przykro mi chłopaki, ale musicie zaniechać zemsty. Nie ja to wymyśliłem, ale muszę wykonywać rozkazy. W przeciwnym razie obaj zostaniecie straceni.

Mike i Frank jeszcze długo spierali się i kłócili z Garveyem. W końcu Garv poszedł do domu odpocząć. A przyjaciele zostali sami. Po chwili weszła pielęgniarka i przyniosła im obu kroplówki. Podłączyła, sprawdziła i wyszła. Zostawiła też Mike’owi list, który przyszedł na adres szpitala. Bez adresu zwrotnego.

Mike otworzył kopertę, ze środka wyleciało zakrwawione ucho. Dziwnie znajome. Mike zaczął czytać krótką i lakoniczną wiadomość:

„To jeszcze nie koniec, przystojniaku tego możesz być pewien. Podsyłam ci kawałek mojej ostatniej ofiary z Paradise. Jak ona się nazywała? Liza… Scofield? Jakoś tak, w każdym razie, to ta szurnięta wariatka co mieszkała obok Marthy jakiejś tam. EV”

Szalona Scofield? No tak, to na pewno jej ucho. Długie i krzywe. Mike wezwał pielęgniarkę i poprosił by zawiadomiła Garveya Stuarta. Tydzień później Garv i jego ludzie znaleźli ciało Lizy na starych mokradłach. Zanurzona w połowie w bagnie miała w ustach szmatę. Gdy ją wyjęto, w ustach denatki znaleziono martwego wróbla.

Liczba ofiar Emily Vance dobiła setki. Diabeł w piekielnych czeluściach z zadowoleniem zacierał ręce. To będzie ciekawy pojedynek. Młodość kontra doświadczenie. Zarżał diabelskim śmiechem a potem zniknął w ogniu.

 

 

Autor tekstu: Chris Tian Woo.

Autor rysunków: Jacek Nawrot.

Skocz do I odcinka Rzeźni pana Kramera

Skocz do II odcinka Rzeźni pana Kramera

Skocz do III i IV odcinka Rzeźni pana Kramera

 

One comment

  1. My husband passed away 11 yrs ago. One night I was just about to fall asleep when I had a feeling of someone leaning on the bed, over me to kiss me good night, as he often did when he came home from work.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>