Home / PIEPRZYKI ;-) / PIEPRZ bo pikantne / TYGRYS W KORONIE – VII ODCINEK KSIĄŻKI RZEŹNIA PANA KRAMERA

TYGRYS W KORONIE – VII ODCINEK KSIĄŻKI RZEŹNIA PANA KRAMERA

Kino nocne, od lat 18. Mocny tekst. Kolejna część książki Rzeźnia Pana Kramera autorstwa Chris Tian Woo do rysunku Jacka Nawrota. Przypominam, że książka się tworzy. Odcinki a raczej fragmenty książki publikowane na moim blogu są premierowymi. Nigdzie więcej nie były publikowane, a książki tej jeszcze nie ma w sprzedaży.

7.

VII odcinek

Tygrys w koronie

Emily Vance była dwa razy bardziej brutalna od Mike’a Kramera i co najmniej dziesięć razy bardziej przebiegła. Jednak nawet ona dała się zaskoczyć. Ale po kolei.

Emily udoskonalała swą sztukę, w czym wspierał ją prezydent. To był mądry człowiek i ujął się za nią, a w jej sztuce zobaczył piękno. Wytłumaczył jej, że powinna rozsądniej dobierać zlecenia i nie mordować bezmyślnie. A na pewno nie dla własnej uciechy. Rzeźnicy byli bowiem od zawsze urodzonymi mordercami, ale tylko niewielu miało instynkt, cechujący artystę. Prezydent powiedział, że zna tylko trzech. Stevena Kramera, ojca Mike’a, który już nie żyje. Jego syna. I ją. Emily Vance.

Emily zaniechała na jakiś czas zemsty na Kramerze, ale nie zapomniała o niej całkowicie. Ale o tym w innych rozdziałach. Skupmy się na zleceniu, które otrzymała od arabskiego szejka. I które nieomal kosztowało ją życie.

Szejk Arabii Al-Amar Ousis, zażyczył sobie specjalnego portretu. Miał przedstawiać głowę tygrysa w koronie, a w jego ślepiach miały znaleźć się prawdziwe diamenty. Diamenty i koronę podesłał jej pocztą, w końcu był szejkiem. Jedyny problem był taki, że musiała sama zdobyć tygrysa. Nie byle jakiego tygrysa. Tygrysa szarego, jedynego żyjącego głęboko w dżungli amazońskiej przedstawiciela gatunku.

Emily szkolona na zabójczynię już w wieku lat dziesięciu przez własnego ojca, pojedynkowała się z różnymi zwierzętami. Przetrwała ataki węży, w tym czarnych mamb, krokodyli, goryli, a nawet lwa i niedźwiedzia. Brian Vance, znany gangster, nie miał dla córki litości. Musiała być twarda jak on. Jej ciało nosiło liczne blizny. Było muskularne od długich godzin spędzonych na siłowni. I jak na metr sześćdziesiąt pięć wzrostu bardzo atletyczne. Z tygrysem Emily jeszcze nie walczyła.

Przygotowania do podróży w głąb dżungli zabrały jej dwa dni. Poszukiwania tygrysa kolejnych pięć. W tym czasie Emily zdążyła zabić kilka węży, orangutana i małego niedźwiedzia. Zawsze w samoobronie. Nie chciała tracić sił na niepotrzebną walkę przed pojedynkiem z tygrysem. I w końcu się go doczekała.

Problem w tym, że to nie był żywy tygrys. Tylko specjalnie skonstruowany robot. Dwa razy wyższy i ze stalowymi szczękami, którymi kłapał raz po raz. Emily domyśliła się, że wpadła w pułapkę, ale uciec już nie mogła. Wzięła pieniądze za zlecenie i nie zamierzała ich oddawać. Szejk zapłacił dobrze. Przelał na jej konto okrągły milion.

Emily znała różne sztuki walki. Karate, judo, zapasy, taekwondo. Umiała walczyć i zabijać na dziesiątki sposobów. Była dobrze wyszkolonym przez swojego ojca żołnierzem.

– No, chodź Emily –ze stalowych szczęk wydobył się dźwięk. To monstrum ma wbudowany odbiornik.

– Z miłą chęcią przerobię cię na puszkę sardynek, ty kupo złomu! – krzyknęła w kierunku metalowego stwora, mającego imitować tygrysa.

Doskoczyła i wymierzyła kopniaka. Ale metal był na tyle mocny, że tylko rozbolała ją noga. Mimo, iż potrafiła kopniakiem łamać nawet metale, ten był jednak za mocny. Tygrys znienacka przekręcił łeb i uderzył ją w brzuch. Upadła i na moment straciła oddech, ale szybko się pozbierała.

– Słabo pani idzie, panno Vance – drwiło monstrum.

– To się jeszcze okaże! – krzyknęła do tygrysa, wyciągając samurajską katanę z pochwy, którą umieściła na plecach. Katana była wykonana ze specjalnie hartowanej stali. Cięła wszystko.

Emily wykonała zamach w przednią łapę monstrum. Rozległ się zgrzyt rozrywanego metalu i pojawiła się tam dziura na całej szerokości cięcia. Tygrys nagle odwrócił się tyłem i wystrzelił z ogona jakimś gazem. To był gaz łzawiący. Emily oślepła. Nic nie widziała.

Brzydko faulujemy – odezwało się monstrum – ale mi też ta sztuka nie jest obca. – Po czym tygrys wziął zamach drugą przednią łapą, tą niezranioną i przyłożył Emily w skroń. Odleciała kilka metrów i uderzyła w drzewo, z którego posypały się na nią liście. Krwawiła z nosa i miała rozbity łuk brwiowy. Wciąż nic nie widziała. Gaz musiał być jakąś cholernie silną mieszanką. Powinna już odzyskiwać wzrok. Tymczasem tygrys zbliżał się. Emily słyszała jego metalowy chrobot z rozciętej łapy, ale wciąż nie mogła go zobaczyć. Musiała polegać na innym zmyśle. Na słuchu.

Usłyszała. Za późno. Przed pierwszym ciosem tym razem tylną łapą zdołała się uchylić, ale nie usłyszała na czas drugiego, który nastąpił momentalnie po pierwszym. Tygrys znów trafił ją w skroń, w miejsce wcześniejszej rany. Łuk brwiowy trysnął nową fontanną krwi, a Emily przekoziołkowała kilka dobrych metrów.

– No i mamy nokaut – Ucieszyło się monstrum.

Niedoczekanie, pomyślała Emily. Wciąż udawała znokautowaną i czekała, aż tygrys się zbliży. Odpięła z pasa przy kevlarze dwa pojemniki z kwasem. Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślała? Kwas przeżre wszystko. Gdy tylko tygrys nachylił się nad nią usłyszała to i wyrzuciła pojemniki w jego kierunku, a sama odczołgała się daleko w krzaki.

Opary kwasu były tak silne, że czuła je nawet tutaj, w miejscu, gdzie leżała. Wciąż ślepa. Tymczasem kwas przeżarł tygrysowi łapy, a następnie korpus, zanim dotarł do odbiornika, umieszczonego tuż przy ogonie monstrum wysyczało:

Jesteś już martwa, Emily Vance!

Później głos zamarł i wszystko ucichło. Emily leżała ciężko dysząc i czekając na odzyskanie wzroku. Musiała na chwilę stracić przytomność, bo gdy się obudziła, niebo ciemniało. Dostrzegła je, znaczy widziała jak przez mgłę, ale odzyskiwała wzrok. Rozległ się grzmot burzy i zaczęło lać. Emily podniosła się z ziemi i doczłapała do terenówki, którą zostawiła na skraju dżungli. Odjechała, ale często się zatrzymywała, bo traciła przytomność. Widoczność też była nienajlepsza. Postanowiła na razie nie wyjeżdżać z dżungli, póki nie dojdzie do siebie.

W końcu zatrzymała się na dobre i w lusterku od samochodu opatrywała rany. Łuk wymagał szycia, nos cholernie bolał, ale nie był złamany. Dobrze, że miała w samochodzie prowiant. Jedzenie i picie. Bo spędziła w nim kolejne trzy dni. Często wpadając w sen i rzadko budząc się by coś zjeść, wypić lub załatwić się. Dobrze że zabrała ze sobą papier toaletowy. Inaczej podcierałaby się liśćmi.

Po trzech dniach, ruszyła do najbliższego szpitala. Personelowi wstawiła bajeczkę, że chłopak ją pobił, a ona bała się przez trzy dni zgłosić do lekarza i opatrywała w domu. Niestety, rana na łuku wciąż się otwierała i wiedziała, że wymaga szycia. W szpitalu spędziła kolejnych pięć dni.

Tydzień później była z powrotem w Chance Valley. Była wściekła na szejka Al-Amara. Poskarżyła się nawet prezydentowi, który był jej jedynym przyjacielem i powiernikiem tajemnic. Ten podczas rozmowy na skypie uspokoił ją, mówiąc że zaszło nieporozumienie i że szejk myślał, że wykonuje zlecenie dla prezydenta i on ma się jej pozbyć.

Kilka dni później dostała mini-portret z głową tygrysa szarego, który w oczach miał małe diamenciki.  Pod portretem wygrawerowany był napis:

„Z pozdrowieniami od przyjaciela. MK”

MK? Mike Kramer?!

– Ty skurwysynu! – krzyknęła i rozbiła portret o kolano. Mini-głowa tygrysa wystrzeliła w powietrze, gubiąc małe diamenty.

Emily Vance nie wiedziała bowiem, że szejk Al-Amar Ousis, był długoletnim przyjacielem i zleceniodawcą Mike’a Kramera. O tym nie wiedział nawet prezydent. Mike wyświadczał szejkowi różne przysługi, a kiedyś na wojnie w Arabii, gdy był jeszcze amerykańskim żołnierzem, uratował mu życie. Odtąd szejk był wierny tylko i wyłącznie Mike’owi Kramerowi.

Przez łącze internetowe zainstalowane w domu Mike’a połączył się on z Al-Amarem.

– Niestety podstęp się nie udał, przyjacielu – rzekł ze smutkiem w głosie szejk

– Nie przejmuj się Al, ważne że próbowałeś i dzięki, że w ogóle się zgodziłeś. Szkoda tylko tego miliona, który przelałeś tej dziwce, by zwabić ją do dżungli.

– Amigo, dla mnie milion to jak kichnięcie. Sam wiesz. Byłeś kiedyś u mnie w Arabii. Milion zarabiam w trzydzieści sekund. To żadna strata.

– Cóż, będę musiał rozwiązać problem z tą dziwką Vance w inny sposób. Ta suka zapłaci mi za zamordowanie moich przyjaciół.

– Pamiętaj przyjacielu, że zemsta jest jak sprawiedliwość. Bywa ślepa. Uważaj na siebie.

– Ty też Al. Trzymaj się!

Al pokłonił się i rozłączyli się. Kramer się zamyślił. Vance była wściekła. A Diabeł z uciechą zacierał ręce na ich kolejny pojedynek.

 

 

Autor tekstu: Chris Tian Woo.

Autor rysunków: Jacek Nawrot.

Skocz do I odcinka Rzeźni pana Kramera

Skocz do II odcinka Rzeźni pana Kramera

Skocz do III i IV odcinka Rzeźni pana Kramera

Skocz do V i VI odcinka Rzeźni pana Kramera

One comment

  1. Nie czytam – wystarcza mi, że życie i to, co dzieje się dokoła jest wystarczająco brutalne.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>