Home / INNE / KORYTARZ NADZIEI – ZALANA ŁZAMI POWÓD SZYMON I MISIEK

KORYTARZ NADZIEI – ZALANA ŁZAMI POWÓD SZYMON I MISIEK

Szymek usg serca

Już wczoraj zaryczana byłam tu na blogu, aby opisywać to wszystko dla was, bo pytacie, sms-ujecie, telefonujecie a ja nie mam nawet jak Wam odpowiedzieć, przepraszam. Skupiłam się na synie, tak mało miałam czasu dla niego a on potrzebował tego non stop. W domu nie jest to możliwe, kiedy na jednej głowie wszystko: zakupy, pranie, sprzątanie, przygotowanie posiłków a jeszcze nie tylko on, bo dwie córki i pies i redakcja, przepisy choć to naprawdę niewiele ale czas zabiera.

Płakałam tak mocno nie tylko z powodu tego co się dzieje z moim dzieckiem, ale również z powodu Miśka naszego cudnego psa, którego ze względu na Szymka musiałam oddać. Już ryczę znów, jak sobie jego pyszczek przypomnę. Ciiii… muszę się trzymać, żeby Szymuś nie zauważył, ale tak mi ciężko i z tym. Córka obraziła się na mnie na śmierć, bo to jej ukochany pies a on tu być nie może, niestety.

Dobrze zacznę od początku od dalszych etapów szpitala a później przejdę, dlaczego nie ma u nas już tego naszego rozrabiaki, słodkiego Misia.

W szpitalu lekarze obserwowali gorączkę, na tym się skupiliśmy, będzie albo nie będzie, bo od tego zależał nasz wypis ze szpitala, nie zależnie od wyników. Pomysłów nie było już ze strony lekarzy ani Ordynator. Czas był, aby po prawie dwóch tygodniach wypościć do domu, choć na chwilę, choć na weekend, aby dziecko odpoczęło, poczuło normalność. Jedną gorączkę zataiłam. Ostatnia noc, a raczej wieczór, we czwartek 12 dnia pobytu w szpitalu mieli nas wypisać do domu, jeśli by gorączki nie było. Był ciepły, myślę że miał 38,3 czuję już ustami, gdy przykładam je do głowy synka. Mam na ustach termometr, tak już działa moje ciało, czuje to doskonale. Położyłam mu na głowę ręcznik chłodny, trochę zmoczyłam go w zimnej wodzie, aby tylko mu zbić ciepło, aby nic nie zanotowały pielęgniarki. Cud, ze nie przychodziły sprawdzać co chwila, bo tak było dzień wcześniej, ale wtedy czuł się świetnie już jak zdrowy. Niestety dzień przed wyjściem był już słaby i pokładał się od godziny 18. Gorączkę zbiłam, udało się, on sam też ją przewalczył. Rano lekarz powiedziała, że nie ma już gorączki 3 dni to można go puścić do domu i mam go obserwować. Poszliśmy na pobranie krwi, ale na obchodzie już Ordynator mówiła, że niezależnie od wyników puszczą nas, aby odsapnąć od szpitala, bo tu już nic zrobić nie mogą a takie leżenie jest bez sensu, trzeba obserwować.

Po dwóch godzinach przyszła doktor prowadząca, zaczęła badać mu serce, puls, bo cały poprzedni dzień miał na poziomie powyżej 100. Zleciła jeszcze badania u kardiologa, echo serca i kolejne usg, aby porównać, czy nie daj boże nie ma zmian.

Byłam na badaniu, wyszło ok, oprócz tego pulsu, ale on tak się już bał tych wszystkich kłuć, był wszędzie taki przerażony, nawet tu.

Szymek echo

Bo myślał że to jakieś igły mu powbijają do nóg, rąk i klatki piersiowej.

 

szymek echo serca

Po godzinie znów przyszła doktor prowadząca, jakaś taka przerażona, chyba debatowali co dalej zrobić z nim, bo wyniki nie wyszły dobre, a mieli nadzieję, że jest lepiej. OB podskoczyło od ostatniego razu, a to wskazuje na to, że coś się w organizmie dzieje i narasta. Znów badała mu puls i jeszcze wszystko co mogła osłuchiwała.  Powiedziała, że musimy zrobić kilka dodatkowych pobrań krwi, muszą jeszcze coś tam sprawdzić. A przecież mieli nas wypisać… nic mi nie mówiono. Kolejne pobranie krwi a Szymek znów w stresie i strachu, bo 5 ampułek kolejnych pobrali. Siedzieliśmy jeszcze w zabiegowym, i była tam z nami lekarz prowadząca i także Ordynator Oddziału. Gładziła mnie po ramieniu, rozmawiała zatroskana i bezsilna, zlecała jeszcze jakieś dziwne kolejne badania. Mówiła coś o wprowadzaniu na czas pobytu w domu sterydów, po co? Nie wiadomo, ot tak, w razie czego. Tak samo podawali w szpitalu niepotrzebnie antybiotyk, bo przecież dziecku ani razu nic nie wyszło, nie miał w całym tym okresie żadnej bakterii, a antybiotyk działa tylko na bakterie, ale tak musieli w razie gdyby wyszło za jakiś czas, że jednak ma. Powiedziała, że miał we krwi echo wirusy i stąd pewnie ta gorączka i wysokie OB i CRP, ale dlaczego dalej to nie ustępuje? Siedzieliśmy tam trochę i rozmawialiśmy. One myślały co dalej i co z nim zrobić, czy na pewno wypisywać do domu… Widziałam ich strach i zatroskanie, brak pomysłu co to jest spowodował, że Ordynatorka powiedziała jeszcze: Trudno najwyżej mnie zabiją, zwolnią, pobierzcie mu jeszcze krew poleci do Berlina, aby wykluczyć gruźlicę. Dopytywała czy ktoś w rodzinie chorował na to, – nie…

Siedzieliśmy tak na sali i czekaliśmy jak na zbawienie.

Wyniki te dopiero mają być za dwa tygodnie a tutaj nie wiadomo co z nami, czy w końcu do domu czy zostajemy. Od rana do godz. 14 siedzieliśmy tak i się zastanawialiśmy. W końcu przyszła lekarz i powiedziała, że tak, wychodzimy i zaraz wszystko przyniesie, wyniki badań wszystkie i receptę z rozpiską na te sterydy i jakieś inne leki. Pamiętajmy, że nic nie stwierdzono na 100 procent, żadnej diagnozy a już tym bardziej reumatyzmu na który te sterydy.

CAM03641recepta szymka

Pojechaliśmy do domu, Szymek był słaby ale szczęśliwy, a w domu Misiek, nasz cudny pies, którego Szymek się panicznie boi. Odkąd Misiu trafił do nas czyli 16 października tego roku, to już trzy miesiące, Szymek czuje paniczny strach. Od zawsze bał się psów i mówił to wielokrotnie, ale mieliśmy nadzieję, że przekona się, przyzwyczai, pokocha Misia i będzie zadowolony. Było niestety inaczej a wręcz chyba przez Misia Szymek zachorował. Miałam takie myśli gdy zobaczyłam co z nim się dzieje po powrocie do domu.

Odkąd Misiu zamieszkał z nami, Szymek był ciągle zamknięty w pokoju, a Misiek latał po kuchni i ja przeważnie siedziałam z psem, bo malutki, szczeniaczek nie może być sam. Szymek bardzo to odczuł, ale za żadne skarby nie chciał zgodzić się na otworzenie drzwi i zaprzyjaźnienie się z psem. Gdy wróciliśmy do domu stwierdziłam, że tak być nie może, bo przecież on musi normalnie funkcjonować a nie bać się wyjść nawet do toalety. Teraz wiem, że od 3 miesięcy kiedy Misiu jest z nami tak było. Kazałam Szymkowi usiąść w kuchni przy stole, bo tam duży i wygodnie, aby nie garbił się przy komputerze, bo w swoim pokoju miał za niski stolik i przez wielogodzinne gry na komputerze nabawił się skrzywienia pleców, cóż ja zajęta psem, tego nie zauważałam. Zamknęłam psa u córki w pokoju a Szymkowi powiedziałam, żeby się nie bał tylko normalnie chodził. Siedział w kuchni i nie zamykał drzwi już od swojego pokoju, bo misia tu nie ma. Przeraziłam się gdy zobaczyłam co się dzieje z moim dzieckiem, gdy podeszłam do niego od tyłu. To było coś strasznego, mówię Wam, przerażenie w oczach, ogromny strach, że znów leci tu Misiek. Niestety musiałam szybko podjąć decyzję o usunięciu psa z domu. Wiedziałam, że córka się załamie, bo pokochała Misia, a zresztą ja też przecież to słodki pies, mały jeszcze i niesforny, ale piękny i kochany. Choć gryzł wszystko i wszystkich, bo trudno było go od tego odzwyczaić to wiem, że się starał, żeby tego już tak mocno nie robić. Z bólem serca namówiłam męża, aby go do siebie zabrał. Niestety córka pojechała także z psem, spakowała się i pojechała z nimi. Byłam skupiona wtedy na synie i zadowolona, że nareszcie się śmieje, bawi. Był trochę spokojniejszy, ale jeszcze nie do końca, bo kto wchodził do domu to był strach dla niego, że to Misiek. Koledzy mojej drugiej córki, koleżanki, ktokolwiek. To było straszne… Myślę, że życie w takim stresie, mojego syna było głównym powodem jego choroby, tej dziwnej choroby, gorączki i złych wyników właśnie przez strach. Postanowiłam przyjrzeć się tym sterydom, tym lekom które dostał. Gdy przeczytałam co to jest, gdy zobaczyłam, że tam coś jest o wątrobie, nerkach, byłam przerażona, przecież moje dziecko nie ma nic takiego stwierdzonego, nic, zdrowy jest tam wszędzie, nawet reumatyzmu mu nie stwierdzono, bo wskaźniki na to nie wskazywały a i jego ruchliwość, wzrost także. Uznałam wtedy, że poradzę się innych lekarzy, że skonsultuję ze specjalistami może właśnie z Centrum Zdrowia Dziecka z Warszawy, tam gdzie nie chcieli nas wysłać mimo iż sami nie wiedzieli co synowi jest.

Odwaliłam te wszystkie leki, uznałam, że nie będę truła dziecka, bo to nie jest tego przyczyna, nie reumatyzm, do cholery!

Bawił się, śmiał, nic mu nie było, żadnej gorączki, normalnie odżył, jadł, miał apetyt. Poszedł spać spokojny, nareszcie ze mną, bo przecież wtedy Misiek w tym przeszkadzał.

Wieczorem gdy Szymek zasnął, przypominałam sobie Misia i ból córki, jaki musiała mieć, że go nie chcę. Ryczałam, ale tłumaczyłam sobie, że tak trzeba, że ona musi to zrozumieć. Gdy dowiedziałam się, że Misiek zostanie wywieziony do Warszawy do jakiejś obcej rodziny, bo rodzina mojego męża jego nie chce, ryczałam… bardzo ryczałam… miałam nadzieje, że nie stracimy jego tak całkiem, że córka będzie go odwiedzać itp. niestety stało się inaczej. Za każdym razem gdy myślę o Misiu ryczę, tak mnie kochał, tak się cieszył gdy przyjeżdżałam rano ze szpitala… leciał cieszył się, te jego oczki śliczne i ten puszek, on nie miał sierści tylko dywanik, taki prawdziwy Misiu. Misiu kocham Cię, ale musiałam to zrobić, wybacz!

To pierwsze kiedy go więźliśmy, miał być prezentem urodzinowym dla dzieci taty.

CAM02925

Tu Misiu u weterynarza, nie zdążyłam napisać jeszcze pięknego artykułu, o pierwszej wizycie itp. Mam wszystko nagrane, zdjęć masę ale nie było czasu na to, bo inne były ważniejsze rzeczy.

A tu ostatnie, jakie mu kilka dni temu robiłam z Asi trampkiem, nie chciał go wtedy nawet gryźć, był taki zaspany ten chłopak! Urósł od tamtego czasu jakieś 10 cm. jadł ze mną kanapki, zawsze czekał na coś dobrego i dostawał, mimo iż miał jeść tylko sam suchy pokarm, bo niby zdrowiej.

DSC_0215

Powiem tylko tak, dla Misia przestałam jeździć do redakcji, bo był malutki zostałam w domu, bo wymagał opieki… straciłam wiele ze swoich doświadczeń i nauki jaką tam miałam, ale było warto, bo te chwile z Misiem choć ciężkie i wymagały ode mnie dużych nerwów i pracy, były także przyjemne, fajne.

Zaraz podłącze badania wszystkie, może ktoś mądry to zobaczy i coś jeszcze doradzi…

To wyniki, które są powyżej lub poniżej normy:

hemoglobina 11 a CRP 5
Hematokryt 34,2
MCH 24,1
płytki krwi 548
MON % 7,4
FIBRYNOGEN 5,89
D-Dimery 2074,8
BIAŁKO OSTREJ FAZY 5,97
OB 103
ALT 14
AST 14
KREATYNINA 0,36
IMMUNOGLOBULINA A 266
IMMUNOGLOBULINA G – 1590
Ferrytyna 166
Mycoplasma pneumononiae IgG 93
Mycoplasma pneumoniae IgM 4,70
IMMUNOGLOBULINA M – 101
25-HYDROKSY WIT. D 3 – 24,10
KOMPLEMENT C3c – 154
p- ciała p/wirusom ECHO 30 – 1:240 nt
Proteinogram: TP – 8,1 g/dl; Albumin – 41,4 % (3,35); Alpha 1 – 6,8 % (0,55); aLPHA2 – 17,3 % (1,40) ; bEATA – 12,6 % (1,02); gAMMA – 21,9 % ( 1,77)

Wczoraj wieczorem znów się zaczęło, temperatura… około 38 stopni, ból dłoni, ale może to od wenflonu, bałam się, ze narozrabiałam tym odstawieniem leków, postanowiłam gdy tylko wstanie podać je jednak i tak się stało. Spał ogólnie dobrze, gorączkę zwalczył, trochę ręcznikiem chłodnym a resztę sam. Dziś wstał pełny sił, bez gorączki i wesoły, bawi się teraz wziął leki i dużo zjadł, musiałam mu grzanki dorabiać. Mam jeszcze specjalny specyfik w syropie z żelazem może uda mi się go przemycić do jakiegoś soku tak, aby to wypił, bo ponoć to jest okropne w smaku, ale Szymkowi się przyda, bo on nie lubi ani żadnych warzyw ani zup itp… Floradix skład: wyciąg wodny z marchwi liści pokrzywy, szpinaku, korzenia perzu, kopru, alg oceanicznych, kwiatu malwy afrykańskiej, wit C, Vit B1, B2,B6, B12, żelazo.

Dziś obserwuję, ze jest bardzo blady, bawi się, śmieje ale ma czasem takie jak on to mówi prądy koło kolana, wczoraj miał w dłoniach, albo koło łydki, i przy mostku koło serca. Co to za gówno jest!!!!?

To tylko tak dodatkowo…

Spacerując z Szymkiem po szpitalu, dzień przed wypisem a było to wieczorem, znaleźliśmy się na ciekawym korytarzu, nazwałam go korytarzem nadziei, stad też i to zdjęcie i pomysł na korytarz nadziei, tam Szymek był zdrowy, zupełnie zdrowy, rozmawiał ze mną o wszystkim, z zaciekawieniem te wszystkie zdjęcia oglądał. To zdjęcia z dziećmi chorymi na raka, ale uśmiechniętymi, bo przytulonymi przez innych, również i sławne osoby, które odwiedziły szpital.

korytarz Nadziei

2 comments

  1. Czasami mamy kłopoty z chorobą bliskich. Swoją jakoś łatwiej się znosi. Bardzo Ci współczuję, przytulam i pozdrawiam.

    • Loteczko… dziękuje że jesteś i Ty tu i przytulasz… telefon mi się popsuł nie mogę naładować bo wejście się zchrzaniło i teraz nie mam numerów telefonów znajomych. Piszcie w razie czego proszę i przestawiajcie się abym mogła wiedzieć kto to, bo mam inny telefon. Ale jestem już trochę spokojniejsza, choć noc była ciężka… Przyjmują nas we środę w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie
      Pol nocy nie spal Szymek, taki ból głowy miał, Temperatura 35,2, taka non stop
      Napisałam w nocy mail, z prośbą o wsparcie, opisałam co się dzieje, o tym, ze boje się o dziecko, że lekarze nie maja diagnozy i każą obserwować z lekami z dupy wziętymi, bo nie wiadomo czy on ma reumatyzm, wysłałam wszystkie badania, wkleiłam osobno w mail to co wykryto powyżej normy i już o 11 tej miałam telefon z centrum Zdrowia Dziecka że jest mój syn przyjęty na Oddział i mamy się stawić 09 grudnia to już za dwa dni a raczej za dzień na dobra sprawę. tak się cieszę może coś ruszy do przodu i choć zaczną go leczyć na to co trzeba, aby wyzdrowiał…

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>