Home / RODZINA I DZIECKO / Pamiętnik / NO I DOIGRALIŚMY SIĘ! TAŃCE SZYMONA BYŁY PIĘKNE, ALE MAMY PO NICH NIEMIŁĄ PAMIĄTKĘ

NO I DOIGRALIŚMY SIĘ! TAŃCE SZYMONA BYŁY PIĘKNE, ALE MAMY PO NICH NIEMIŁĄ PAMIĄTKĘ

DSC_0878

Już spałam. Zasnęłam gdy usypiałam Szymona a obudziłam, gdy wstał do toalety. Niestety nie mogłam się już położyć, bo przypomniałam sobie że muszę umyć się, zmyć makijaż, przebrać w piżamę. Jeszcze zupę schować do lodówki, pranie powiesić, no i się rozbudziłam. Może i dobrze, bo sterta prasowania jeszcze przede mną, a to gdzieś na około 3 godziny. W dzień niestety czasu na to mało, Szymek chce się bawić i ciągle walczę z jedzeniem, aby tylko coś zjadł, bo chudnie. Znów chudnie! Cholera, nie wiem już co robić, jak to zatrzymać… ? Wklejam zdjęcie Szymka jeszcze za czasów przedszkola, jaki to był wysportowany chłopak! Moje cudo, moje maleństwo, teraz sama skóra i kości niestety!

Martwię się. Mijają kolejne miesiące a my nadal bez konkretnej diagnozy. Wiemy co szwankuje, ale czy to – to? Wątroba, jelito cienkie, grube, dolna część krzyża a teraz ta noga, kolano, kość ta co odstaje, gdy je zginamy. Chudniecie to od czego? Od tych witamin? Ziół? Pewnie tak, ale co lepsze? Zostawienie tego tak i waga stoi, czy walka o odbudowanie komórek, wzmocnienie organów, wyniszczonych przez antybiotyki. Same picie naparu z pokrzywy już czyści jelita, więc dlatego spadek masy, olej kokosowy wzmaga metabolizm tu kolejna przyczyna ale pięknie osłabia bakterie, wirusy i grzyby… Jak z tym walczyć? Nie wiem. Dziś zostałam zapytana skąd czerpie siłę. Tak, to dziwne… rzeczywiście… Przy tylu problemach, jakie mnie dotykają i się mnożą byłoby to ciężkie do uzyskania. Odpowiadam – Dzięki modlitwie. Już kiedyś wam ją prezentowałam, dostałam ją,  jako jedyna od pewnej starszej koleżanki, która chciała mi pomóc się podnieść…Pomogła. Spróbujcie, naprawdę pomaga się wyciszyć, uspokoić, znieść wszystko. A modlitwa każda nawet krótka jest dobra, najbardziej czuje siłę w Ojcze nasz i pod Twoją obronę. Kiedyś kolega, gdy ze mną rozmawiał przez telefon mówił do mnie: – Słuchaj gdy przeczytałem na Twoim blogu wpis a pod nim pacierz,  pomyślałem ale musiałaś mieć problemy straszne i całkiem sfiksowałaś. Nie. Nie sfiksowałam. Tylko człowiek, kiedy nic już nie pomaga, kiedy boi się o to co będzie dalej, szuka pomocy wszędzie…  i mi Bóg pomógł, pomaga. Jak? Być właśnie silną, bo nie zapominajmy, że zawsze może być gorzej.

Dziś zaczęłam się zastanawiać czy jest coś czego się boję? Pomyślałam,  pewnie boje się tego, że nie mamy własnego mieszkania i musimy je wynajmować, że możemy wylądować na ulicy, że syn choruje i nie wiem jak to się skończy, bo nie wygląda to dobrze, córki mają problemy, bo świat się im zawalił…, i wiecie co? W końcu doszłam do wniosku, że…nie! Ja się nie boję… Nie wiem dlaczego, ale nie czuje strachu…Może to nie logiczne, może nawet przerażające, ale nie czuje strachu. Dziwne. Jestem spokojna… Ostatnio córka mnie się spytała: -Mamo, czy bierzesz coś na uspokojenie, bo ona jakaś nerwowa. Mówię do niej: – Są tu taty cukierki z melisy mogę Ci je dać, znalazłam w przyprawach, jak się pakowałam musiałam tu schować, chcesz? – A Ty nie potrzebujesz? – Nie, nie potrzebuje. Choć wydawać by się mogło, że jestem chodzącym wulkanem, to panuje we mnie w domu spokój. Myślę, że to zasługa tej modlitwy oraz upustu, jaki mam w moich poczynaniach, w tym co planuję organizować, organizuję. Teraz np. wymyśliłam fajny event (wydarzenie) z paniami 50, 60 plus. Już kiedyś namawiałam koleżankę, która ma sklep z odzieżą dla pań o większych kształtach, abyśmy zrobiły u niej w sklepie, dla jej klientek, jakąś sesję i opublikowały ją z fajnym opisem tego wydarzenia na blogu, ale wtedy jakoś czasu nie było i chęci. Tak mam, że czego się nie dotknę, gdzie nie jestem, to wpadają mi do głowy ciągle jakieś pomysły, tematy do opisania, coś do działania. To mi daje taką radość…siłę…

Gdy puściłam informacje na FB o tym, że poszukuje młodych, zdolnych fotografów, fryzjerów i makijażystek, którzy chcą zaistnieć, myśląc tutaj o uczniach ostatnich klas szkół o wymienionych profilach, zapytano mnie, kiedy ja mam na to czas i skąd czerpie siły. Odpowiedziałam: – Muszę tak, bo inaczej bym zwariowała. Takie rzeczy mi ładują baterię, aby mieć właśnie siłę na podołanie z tym wszystkim, z tym co mnie czeka w domu, w życiu. To moja odskocznia od trosk, od smutków. Cieszy mnie bardzo taka społeczna akcja, uwielbiam to robić, planować, organizować, uczyć się nowych rzeczy w zasadzie dla innych. Wymyśliłam wydarzenie z tymi młodymi ludźmi, bo myślę że warto byłoby ich pokazać, wypromować, dać możliwość startu,  bodźca do pięknych i szlachetnych rzeczy, organizowanych akcji. Każdy teraz tylko widzi we wszystkim interesy… Czy nie można tak zwyczajnie potraktować to jak zabawę? Coś w rodzaju wyjścia do kawiarni na kawę, ciasto? Robimy coś fajnego i działamy… Ładujemy baterie, aby mieć siłę na te swoje domowe, życiowe problemy. One też muszą być, abyśmy dojrzewali…nabierali doświadczenia. Ja tak sobie to tłumaczę i mi to pomaga. O np. dziś, pewien tekst na blogu cały wykasowałam, bo z bezsilności na pewne sprawy poniosło mnie, chyba za daleko… Jestem tylko człowiekiem, który też czasem popełnia błędy. Czego nauczyłam się z dzisiejszej lekcji? Żeby nie o wszystkim tu pisać. Pewne rzeczy są zbyt prywatne i mogą kogoś urazić.

 

Moje sobotnie publikacje w Gazecie Olsztyńskiej pokazuję, bo może to już ostatni raz. Z różnych przyczyn wycofuję się z pisania dla gazety. Jedno jest pewne, poznałam tam wielu fajnych ludzi, sporo fajnych moich rzeczy ukazało się w gazecie i jestem za to im bardzo wdzięczna. To moje doświadczenie, moja historia, moja nauka. Ostatnio kłóciłam się dość mocno z opiekunem, którego w gazecie mi wyznaczono i chyba to zaważyło na całym tym wycofaniu. Aczkolwiek, mimo dużych różnic między nami, to dobry człowiek. Jestem zbyt wrażliwa na swoje słowo i swój zamysł, jak i co ma wyglądać. Dziękuje mu głównie za cierpliwość do mnie, nie byłam łatwym uczniem a raczej byłam okropna! :-)  Jestem wrażliwa i uparta, może dlatego zbyt mocno walczę o swój głos a może po prostu tak musi być… Naczelnej Gazety, też dziękuję za zainteresowanie się moją osobą i pozwolenie na uczenie się od najlepszych. Moje publikacje sobotnie i wywiady ze sławnymi Olsztyniakami, gotującymi dla nas ciekawe, ulubione swoje potrawy, będą moją trwałą wartościową pamiątką z tego okresu.

 

publikacje w Gazecie Olsztyńskiej moje przepisy i historie

 

 

Teraz sprawa mojej Asi, bo widzę nawet komentarz, że ktoś śledzi i ten wątek.

Byłam z nią na usg. Okazuje się, że ma dwa torbiele w W.m. (Nie wiem co to za oznaczenie, ale te torbiele obok nerki prawej,  czy to w nerce…? Pogubiłam już się, są o średnicy 13 mm i 8 mm. ) No i teraz w związku z tym czeka mnie kolejna wizyta u lekarza, tym razem u nefrologa, a i jeszcze ginekolog, bo nie było płynu w jamie brzusznej i nie mogliśmy sprawdzić przy badaniu, jajników, więc jeszcze to trzeba dokładnie zbadać. .

 

 

Co do Szymka… Nie może połykać już dużych tabletek, wszystko muszę kruszyć. Dziś nawet się tym proszkiem zakrztusił i płakał. Tyle tabletek to i ma dość chłopak, ale te witaminy musi, bo to dla jego dobra. One to tak jak dobre jedzenie, tak określiła to pani biolog. Widzę też, że ma podkrążone oczy, wstaje w nocy często do toalety i nadal bladość skóry straszna… Co to jest? Może to te jelito grube tak działa, że barwa ciała jest zbyt jasna? Nie wiem.

 

I optymistyczne i fajne zakończenie wpisu: Mówię Szymciowi… Szymuś, ( bo tak chciał, abym pokazała innym jak on tańczy), mówię: – Szymuś  masz już jedną fankę i pokazuję Anieli wiadomość z fb, po obejrzeniu filmiku na którym tańczył, napisała do mnie: – Szymek jest super! Jestem jego fanką… – Jak on się cieszył…jak cieszył…

Jest godzina 00:46, teraz mogę już spokojnie zacząć prasować. Muszę teraz, bo jutro wolę spędzić czas na szukaniu mieszkania pod zakup. Nie możemy wiecznie mieszkać u obcych! Przez chorobę Szymka to wszystko się przedłużyło. Marzy mi się mieszkanie takie jak teraz, które wynajmujemy. Dwupoziomowe, z dużą kuchnią, wielki w niej stół to podstawa przy tak dużej rodzinie. Każdy pokój dość spory i każdy ma swój duży balkon, szok, co? Niesamowite! Takie mieszkanie nam się trafiło, takie wybudowali. Super pomysł, gratulacje dla pomysłodawcy. Mieszkanko bardzo ciepłe i jasne. Ciepłe, bo rury z ciepłą wodą mamy pod nogami, więc czuć ciepło jak się chodzi po drewnianej podłodze.  Jest też schowek, odrębne pomieszczenie. Dwie łazienki, jedna na górze z prysznicem, druga niewielka na dole, taka podręczna. Jest tu bardzo fajnie, blisko do tramwai, autobusów, blisko do szkół i do dziadków. Tylko nie własne i meble dziwne, brzydkie i takie stare wersalki… Nie mogę nawet nic zmienić, bo co zrobię z tymi właścicieli? Wiadomo, że lepiej spłacać kredyt i swoje opłaty, niż haracz dla nich, który jest i tak wyższy niż to, co moglibyśmy płacić gdybyśmy mieli swoje, włącznie z odsetkami za kredyt. Obym podobne znalazła, gdzieś max do 85 m2. Dzieci mają teraz swoje pokoje, ja często przesiaduje w kuchni, bo dużo pisze i pichcę. Kuchnia to moje królestwo. Jest przestronna, jest w niej telewizor, fajnie mi się w niej siedzi. Mieszkanie przydałoby się takie, nie z trzema a z czterema pokojami. Nie mogę być przecież wiecznie z synem w pokoju. Rośnie i oby rósł jak największy, żeby jeszcze trochę przytył… chociaż odbudował wagę tą co miał latem, a ważył wtedy prawie 35 kg. Pamiętam jak mąż mówił do mnie: – Nie karm go tak, bo będzie gruby. No to mamy! Z tego wszystkiego Szymka waga zjechała do 26,8 kg.  Gdybyście może o takim mieszkaniu, co opisałam wiedzieli, dajcie mi znać proszę, sprawa pilna.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>