Home / INNE / OSTRY DYŻUR W DOMU I WYJAZD DO CENTRUM ZDROWIA DZIECKA W WARSZAWIE

OSTRY DYŻUR W DOMU I WYJAZD DO CENTRUM ZDROWIA DZIECKA W WARSZAWIE

DSC_0342[1]

Jest 3 nad ranem, kolejna noc nie przespana, pierwsza z powodu Szymka bóli głowy a ta obecna z powodu okropnego bólu zęba. Co jeszcze będzie go boleć nie wiem, ale jestem przerażona i tym ostrym dyżurem w domu już trochę zmęczona. Najgorsze jest to, ze trzeba samemu podejmować trudne i szybkie decyzje, bo chodzi o zdrowie a nawet życie dziecka.

Powróćmy do wczorajszej i sytuacji i zdarzeń jakie się w dzień rozgrywały…

Zanim zacznę to opisywać, informacja dla moich znajomych, teraz mam prośbę piszcie do mnie na moja komórkę smsy, bo padł mi telefon, z nerwów rozwaliłam w samochodzie niechcący wejście na kabel do  ładowarki i szlak trafił wszystkie numery telefonów itp, więc jeśli możecie dajcie znać. Marzenko a szczególnie Ty i Moniko Ty.

Noc z 6 na 7 grudnia…

Pół nocy super, dziecko zasnęło wykończone po całym dniu wrażeń,

DSC_0334[1]

Mikołaj przyszedł do buta a raczej do butów, bo dał Szymciowi dużo fajnych rzeczy do zabawy, bo słodyczy nie może, sam już nie chce, jakiś odrzut może i po lekach, które jednak zdecydowałam się podawać z jednym dniem opóźnienia. Ale teraz nie wiem, bo od 2 w nocy pojawił się u niego straszny ból głowy i ciekawi mnie czy to nie wynik własnie tego.

Tak czy inaczej od 4 debatowałam sama co tu zrobić i nie wytrzymałam pisząc znów do Wsparcia dla rodziców w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, zwracając się z prośba o szybka pomoc, aby zacząć działać i go leczyć, bo temperatura ciała spadła już mu do 35.2 tak miała ją tez nad ranem i w dzień. Zimny jak lód, blady, uszy to aż żółte miał a chudy strasznie się zrobił, chyba urósł przez dwa dni z 51 cm, takie miałam wrażenie, bo tak się wyciągnął.

Błagalny list z zrozpaczonej matki, z wynikami przesłałam do Warszawy nad samym ranem, wyszczególniłam także jeszcze w mailu osobno wszystkie wskaźniki powyżej normy a było ich ponad 10.  Bałam się rano podać steryd bo puls dziecka non stop był powyżej 100 a jeszcze ten ból głowy. Walczyłam sama ze swoimi decyzjami i wydzwaniałam po wszystkich lekarzach, aby się poradzić co zrobić i wyprosić skierowanie do Warszawy, bo wiedziałam że to będzie bardzo ciężkie, nawet sam szpital dziecięcy w Olsztynie tego nie zrobił przy jego niewyjaśnionym przypadku.

Rano miałam jeszcze telefony od znajomych doradzających swoje przypuszczenia i przypadki w rodzinie podobne, więc moja głowa bębniła od tych informacji, trzeba naprawdę mieć jasny umysł, aby się w tym nie zgubić i działać konkretnie i właściwie, bo wiele rzeczy i przypuszczę pasowało, jak choćby choroba immunologiczna oparta na wysokim stresie i zakwaszeniu organizmu, przez jałowe non stop jedzenie, a Szymek niestety w tej grupie się doskonale łapał.

Zadzwoniłam więc zaraz po 8 mej, bo do tej godziny musiałam w nerwach czekać, do lekarz  Polmedu, która nas wysłałam do szpitala. Ona umówiła się ze mną na wizytę na drugi dzień, bo numerków wolnych już nie miała, taki ważny był dla niej ten przypadek, bała się mi wypisać te skierowanie do Warszawy, wszyscy się bali nawet szpital też, nie wiem w czym tkwił problem?! Diagnozy nie ustalono żadnej i każdy ręce rozkładał. Zadzwoniłam do przychodni rodzinnej i umówiłam się na konsultacje z wybrana przeze mnie lekarz rodzinną, która zawsze służyła pomocą nawet po godzinach pracy. W tym dniu była dopiero po 13 tej, więc wizytę miałam mieć po południu i to ja własnie miałam prosić o to jakże ważne dla nas skierowanie. Gdy syn dostał  te nieszczęsne leki, których nie mógł połknąć wyjątkowo w ten dzień tak jakby mu tak przełyk napuchł i zjadł śniadanie wszystko jakoś się wyciszyło, pojechałam więc z nim do szkoły na Mikołajki w jego klasie, bo tak się z wychowawczynią umawiałam, chciałam, żeby przestał myśleć o bólu a skupił się na dzieciach, zabawie. Pomogło i tam właśnie o godzinie 12 miałam telefon z Centrum Zdrowia Dziecka z Warszawy, telefon prawie rozładowany, bo nie zdążyłam do naładować w domu a w samochodzie ładowarki nie mogłam podłączyć w tym pospiechu. Byłam zaskoczona ale i ucieszona bardzo, ze oni osobiście, tak szybko zareagowali, przekazując mi informacje, że w trybie pilnym już 9 grudnia zostaje przyjęty na Oddział Pediatrii żywienia i chorób metabolicznych. Musiałam w dniu 9 go mieć skierowanie od rodzinnej lekarz do szpitala. Byłam umówiona na 13 więc nie było problemu, szybko to załatwiłam, przekazałam lekarz decyzję w sprawie wyników mojego syna przez CZD w Warszawie a lekarz rodzinna szybko wystawiła mi to skierowanie na dokładnie ten ustalony przez Warszawie Oddział.

Najlepsze z tego wszystkiego jest to, ze ja akurat w tym tygodniu miałam same ważne rzeczy do załatwienia We środę Margaritka w Kościele dla ks. Karola, bo mnie poproszono, czwartek umówiony miałam już wywiad z księdzem Karolem połączony z pieczeniem pierników dla czytelników Gazety Olsztyńskiej i mojego bloga i w sobotę wyjazd integracyjny z noclegiem z Wydawnictwa gazety olsztyńskiej do Iławy na który tak bardzo czekałam, bo dosyłałam im swoje zdjęcie i krótkie CV do aplikacji mobilnej pracowników a byłam nim w zasadzie dorywczo od niedawna.

Myślałam nawet o sukience jaką założę na tę imprezę, bo nie byłam już na żadnej chyba z kilka lat a opiekę nad synem już sobie załatwiłam, wyjazd ten miał mnie trochę zrelaksować od tych wszystkich strasznych przeżyć, jakie miałam przez ten cały rok. Niestety na imprezę nie pojadę, niestety na Margaritce też nie będę, wywiad? No tu ubolewałam strasznie, rzecz niby nie do ogarnięcia, ale to jeszcze dałam radę w swoim pomyśle zorganizować, moje córki nagrają księdza przy pieczeniu, zrobią zdjęcia a ja wywiad z nim przeprowadzę ze szpitala elektronicznie przez Facebook.  Tak wmyśliłam i całe szczęście ks. Karol się zgodził, bo to super pomysł tym bardziej przed Świętami Bożego Narodzenia ta publikacja w gazecie, więc trzymajcie za mnie kciuki, aby się choć to mi dobrze udało. Będę miała przy tym dużo pracy, ale może w nocy w szpitalu lub w dzień jakoś dam radę nad tym trochę posiedzieć. Jestem dobrej myśli i w zasadzie szczęśliwa, że coś zrobiłam, przyspieszyłam w sprawie ustalenia choroby syna, liczą się godziny, czas go zacząć leczyć właściwie.  Płakał gdy się dowiedział, ze znów szpital, tak boi się tych igieł, ale mój uśmiech, radość i tłumaczenie, że zajmą się nim najlepsi specjaliści w Polsce i szybko wyzdrowieje, dała mu siłę i wygłupiał się później już ze mną, przytulał i nawet robiliśmy razem kolacje i smażyliśmy jajecznicę, sam to zaproponował, chciał mi nawet kanapki zrobić :-) Mój malutki skarb.

i by było wszystko dobrze gdyby nie ten ząb… okropny ból zęba, przy tem 35.2 trudno podawać coś na ból, bo wszystko z tych rzeczy ma paracetamol, który obniża temperaturę, zmierzyłam mu wtedy upewniając się czy mogę podać coś, okazało się, ze ma 36,1. Dałam. Szybko przeszedł ból bo dostał 10 ml. Calpolu.

Poprzytulaliśmy się jeszcze, bo mnie prosił sam mówiąc: mama przytul i zasnął.

Niestety długo nie pospał, bo o godzinie 1 w nocy znów obudził się z bólem strasznym zęba, więc znów moja głowa przetwarzała informacje i szybki schemat działania, aby mu pomóc, biorąc pod uwagę jego stan ochłodzenia ciała to mogło być już dość niebezpieczne. Od 1:30 siedziałam już na telefonach i wydzwaniałam po szpitalach, pediatrach aby się poradzić co robić. W końcu po kilkunastu głuchych telefonach udało się rozmawiać z odpowiednim lekarzem, który wytłumaczył mi, ze mała dawka np. Ibufonu może pomóc i nie zaszkodzi. Dałam mu tylko 5 ml. Calpolu, po 5 minutach tuląc się do mnie zasnął.  Gdy zasnął, to córka na górze w pokoju zaczęła okropnie kaszleć… Nie…. myślałam, że już sobie odpocznę, położę spać, niestety n=gnałam do niej z syropem i tabletkami, ale uparta jak osioł 16 latka nic nie wzięła, bo nic to nie pomoże, ona wie lepiej. Już nie miałam siły kłócić się z nią i zeszłam dalej, przypomniałam sobie, że muszę jeszcze jeden ważny przelew zrobić, bo jutro mogę zapomnieć i puścić choć artykuł Klaudii Budny z jej cebulowymi powidłami. Dała mi go do wydania sobotniego w gazecie a ja obiecałam, że wypromuje go na fb… nie miałam wyjścia, więc siedzę tu z wami… i pisze dalej kolejny, bo gdy wyjadę do Warszawy to mogę juz nie miec kompletnie czasu na mój blog, a jeszcze dwa kolejne przepisy na 12 grudnia d Gazety mnie czekają. :-)

Grunt to u śmiech i optymizm. Chura!!! Jedziemy leczyć Szymcia do Warszawy!

jeszcze choinkę wczoraj ubraliśmy z Szymciem razem, tak chciał, aby już w domku była, bo nie wiem kiedy teraz tu wrócimy, to wszystko zależy co mu jest.

Trzymajcie za nas kciuki…

 

Ps. Teraz dla Beatki mojej koleżanki  ze szkolnej ławki w liceum, serdecznie podziękowania za dobre rady i słowa, które wczoraj przeczytałam od niej, niech służą innym rodzicom w tych trudnych chwilach i dodają otuchy i sensu walki!

 

„Musisz być silna i stanowcza. 

I pamiętaj jedno, co by się nie działo przy Szymku masz być uśmiechnięta– a płakać tak, żeby nigdy nie widział, bo on będzie się bał wówczas jak zobaczy twój strach.”

 

Tak będzie Beato, obiecuję!  :-)

One comment

  1. Witaj, fajny post. Jeśli masz ochotę zapraszam do rewizyty.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>